Przyjąłem chorobę jako błogosławieństwo dla mej rodziny – Mirosław Gwiazda

Pan Mirosław na swoim profilu na jednym z portali społecznościowych podzielił się świadectwem wiary, która wykorzystała chorobę dla uchronienia życia bliskich…

+

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Panie mój, Boże w Trójcy Świętej Jedyny, Tobie powierzam to, co tu chcę wyrazić, bo Twoim jestem i do Ciebie tylko należeć pragnę. Spraw Panie, aby to moje świadectwo pomogło choć jednej osobie, która przeżywa w swym życiu trudności różnego rodzaju, które ją przytłaczają, a która nie wie jak sobie z nimi poradzić. Amen.

Pewna część z Was z pewnością pamięta, że w zeszłym roku znalazłem się w szpitalu i że miałem operację. Teraz chcę Wam o tym wszystkim powiedzieć nieco szerzej.

Kilka lat temu, powiedziałem Panu Bogu, żeby uchronił moją rodzinę, a jeśliby coś miało złego spotkać moich bliskich, to niech to wszystko spadnie na mnie. Nie wiem, czy Bóg istotnie wziął, to moje oświadczenie na poważnie, ale fakt, że w 2019r. zacząłem się czuć coraz słabiej. Nie mogłem zrobić nic, co wymagało większego wysiłku, bo brakowało mi oddechu i zwyczajnie mnie zatykało. Ani przez chwilę nie pomyślałem, że to może być covid, ale byłem bezradny, bo nic większego nie mogłem zrobić. W domu nic nie mówiłem, bo nie chciałem nikogo martwić, że jest ze mną kiepsko. Wszystko więc oddałem Bogu i zaufałem Mu bezgranicznie, prosząc, aby to On tą sprawę rozwiązał według swojej woli, a ja przyjmuję każde Jego rozwiązanie. Stało się, że wreszcie na 1 lutego w 2021 już nie mogłem dłużej ukrywać przed rodziną, że jest źle. Pojechałem na nocny dyżur do szpitala w moim mieście, gdzie trafiłem na niezwykłego, młodego lekarza, Radosława Gąsiorowskiego, który nie patrząc na już szalejący ogólny strach covidowy, przejął się moim stanem i zbadał mnie, wystawiając prawidłową diagnozę, że według niego, to jest anemia, która może być spowodowana krwawieniem wewnętrznym.

3 lutego 2021r. zrobiłem sobie badania krwi i okazało się, że mam zaledwie 8,6 hemoglobiny, gdzie norma jest od 13,3 – 17,2. Natomiast żelaza miałem 11 przy normie 59-158.

Żeby skrócić cały wywód, przedstawię go w datach.

01.02.2021 – Wizyta w NPL

03.02.2021 – Badania morfologia

06.02.2021 – Przyjęcie do Szpitala

08.02.2021 – Tomografia

10.02.2021 – Kolonoskopia

16.02.2021 – Operacja

26.02.2021 – Wyjście ze szpitala

Badania wykazały, że mam raka, ale w takim stanie, że jeszcze nie zdążył przejść przez ściany jelita grubego, więc podczas operacji został wycięty w całości, tak, że nie było potrzeby używania chemii, ani żadnej radioterapii. Okazało się, że ten rak zresztą nie był podatny na żadną chemię i można było go usunąć jedynie operacyjnie. Operacja dzięki opatrzności Bożej odbyła się we właściwym czasie, zgodnie z zaufaniem Panu Bogu i oddaniem Mu całej sprawy. Zwróćcie w tym miejscu uwagę, że cała sprawa od wykrycia do usunięcia zajęła, Panu Bogu zaledwie trzy tygodnie. Od tamtego czasu byłem już na trzech wizytach kontrolnych, które potwierdziły całkowite usunięcie raka.

Ale, to dopiero pierwsza część mojej rakowej drogi, gdyż w maju trafiłem na również wspaniałą doktor, do której poszedłem z pewnymi innymi dolegliwościami, i której nie spodobały się moje wyniki badań, więc zleciła mi rezonans, który wykazał ognisko w innym miejscu nie związane z pierwszym przypadkiem. Potem była biopsja, która potwierdziła, że w ciągu 4 miesięcy dowiedziałem się, że mam drugiego raka…

Nie powiem, żebym się z tego faktu ucieszył, ale nawet przez chwilę nie powstał w moim sercu jakikolwiek żal do Boga, że ledwo pozbyłem się jednego, a tu jest już drugi rak. Zamiast użalania się, powiedziałem: „Panie Boże, jeśli taka jest Twoja wola, to ja ją przyjmuję, daj mi tylko siłę ducha, abym to wszystko zniósł. Jeśli zechcesz, to uzdrów mnie, lecz niech wszystko stanie się według Twojej woli.”

Po wyniku biopsji, pojechałem na wizytę do szpitala, gdzie mi powiedzieli, że co prawda kwalifikuję się do operacji, Robotem Da Vinci, ale muszę podpisać zgodę również na otwartą operację, bo czy to będzie robione robotem, czy tradycyjnie, to 50 na 50, że się uda, albo nie. I tu Bóg dał mi poznać, żebym się na takie rozwiązanie nie godził. Zastanowiło mnie to, że mając sprzęt za miliony dolarów, to twierdzą, że to taka sama pewność jak i przy starej metodzie otwarcia zwykłego. Zrozumiałem, że oni się tego robota dopiero uczą, bo dostali go kilka m-cy wcześniej, dlatego odmówiłem i wróciłem do domu.

W sierpniu pojechałem do Profesora Chłosty do Krakowa na wizytę, na którą czekałem zaledwie 3 tygodnie. Profesor wyjaśnił mi na czym cała sprawa polega, i że zrobi mi tą operację, tym samym robotem Da Vinci. Ustawiliśmy termin operacji na październik 2021r. I na tym ustaleniu cała sprawa się zakończyła, bo od września zaczął szaleć covidus, tak, że operację moją skreślili z listy i nie dali mi żadnej innej daty, dając do zrozumienia, że nie będzie jej chyba wcale.

Gdy się nad tym zacząłem zastanawiać, czytając dużo na różnych stronach z naukowym podejściem do sprawy tego nowotworu, dowiedziałem się, że z takim rodzajem jaki ja mam wcale nie jest konieczne podejście radykalne, bo ono może przynieść więcej szkód dla zdrowia niż korzyści, więc zalecana jest obserwacja. Tak, to, Bóg, ponownie pokierował całą sprawą, które to rozwiązanie przyjąłem bez szemrania.

Dość całą sprawę rozwiodłem, ale krócej się nie dało. Teraz chce powiedzieć już w skrócie, co z tą Bożą Miłością w moim życiu.

Kiedyś, w latach kiedy nastąpiło moje świadome nawrócenie do Boga, miałem takie myśli, że jak się jest blisko Boga, to On będzie nas od wszystkiego ratował, a my będziemy mogli sobie pozwolić na „więcej luzu”, bo Bóg zawsze nas od wszystkiego wybawi. Z biegiem lat zrozumiałem, że byłem w błędzie, i że w naszym życiu nie chodzi wcale o to, abyśmy przeżyli je bez żadnych zdarzeń i komplikacji, bo tak, jak żelazo kuje się w ogniu, a hartuje w wodzie, tak i życiową siłę człowieka wzmacnia każdy nowy krzyż i jeśli człowiek nauczy się przyjmować te krzyże bez szemrania, to choć życie jego nie będzie usłane płatkami róż, stanie się taki człowiek coraz bardziej odporny na zranienia i krzywdy, jakie odwieczny nasz wróg, diabeł, będzie nieustannie podrzucał mu pod nogi. Tak też i ja odbieram w swoim życiu wszelkie życiowe doświadczenia, które, jeśli chciałbym tu spisać, to zajęło by to, bardzo wiele stron. Cóż więc, czy można być radosnym, mając, jak to świat określa raka, dwa wyroki śmierci? A dlaczego by nie, skoro życie w ciele, tak, czy inaczej zawsze przemija.

Ci, którzy czytają moje tematy od może już kilku lat, wiedzą, że nigdy nie użalałem się nad sobą i teraz również nie zamierzam tego czynić. Krótko mówiąc, zostałem porzucony przez Polską Służbę Zdrowia na pastwę losu, lecz nie zamierzam z tego powodu rozpaczać, bo wiem, że jestem w rękach Boga, który mnie nie odrzuci jeśli tylko wytrwam przy Nim do końca mych dni, co daj mi, Panie Boże, aby tak się stało.

Nie stać mnie na prywatną operację za wielkie pieniądze, ani też nie zamierzam zbierać milionów na operację, bo moje ciało nie jest, aż tyle warte, więc całą sprawę nieustannie powierzam Bogu, bo jeśli On zechce, to sprawę rozwiąże wedle swojej woli, z którą ja zgadzam się całkowicie.

W tym miejscu może ktoś mi powie, to jak to jest z tą Bożą Miłością i z tym, że wielokrotnie mówiłem, iż jeśli się Bogu zaufa, to żyć się będzie bezpiecznie. Ano właśnie tak, że chociaż spotkają człowieka ciężkie z ludzkiego punktu widzenia zdarzenia, to jeśli się ma silną wiarę, żadne z tych zdarzeń nie wyrwie człowieka z rąk, Boga Trójjedynego.

Życie nasze jest jak trawa, rano się zieleni, a wieczorem usycha, lecz duch, którym Bóg obdarzył człowieka jest nieśmiertelny, więc Bogu niech będą dzięki, za doświadczenia, które dopuszcza w moim życiu, bo choć było ich wiele, a ostatnie są niezwykle ciężkie gatunkowo, to Bóg nieustannie mnie wspiera, dając siłę do ich przezwyciężania.

Bóg jest Miłością, a jeśliby ktoś miał problem z tym, że spotyka go w życiu coś ciężkiego, to niech stanie pod krzyżem Chrystusa, podniesie głowę i spojrzy na rany swego Zbawiciela, kontemplując, Jego niepojętą dla człowieka Miłość, a zrozumie, iż życie w ciele, to zaledwie chwilka wobec wieczności.

Już kończę Nie oczekuję niczego, ale jeśli ktoś zechciałby mnie wesprzeć swą modlitwą, albo w inny sposób, to Bogu niech będą dzięki.

Bądźcie zdrowi, wpierw na duszy, a potem na ciele.

Z Panem Bogiem.

Tekst opublikowany pierwotnie pod poniższym linkiem: https://www.facebook.com/mirovx/posts/474247997661483

Leave a Reply