Obijałem piłką o garaż proboszcza, potem założyłem klub – wywiad z trenerem IKS Łucznik Kraków

Cześć Łucznicy!🏹
Zapraszamy na cotygodniowy wywiad z jednym z członków zespołu!
Dzisiejszym gościem jest Norbert Sylwester Izydor Polak, który jest założycielem, trenerem, strategiem drużyny, jak i jej wiernym bramkarzem. Z linii bocznej występuje w roli przedszkolanki/taty, natomiast nie ma dla niego niemożliwego, gdy jest w swoim bramkarskim żywiole.
Norbert udzielił nam dzisiaj wywiadu:

  1. Co zachęciło Cię do dołączenia do zespołu IKS Łucznik i tym samym wspieraniu drużyny w rozwoju?
    Muszę się do czegoś przyznać… Byłem w nim pierwszy 😂 Poszedłem nad jeziorko, powłóczyłem się pośród kniei i jakoś tak wyszło 🤣
  2. Skąd wzięła się u Ciebie pasja/chęć do grania w piłkę nożną?
    Od obijania ściany garażu proboszcza, który, o dziwo, nigdy tego nie słyszał… Moja śp. babcia Bronia miała drewnianą chatkę w Rymanowie Zdroju, malutki sad i ogród, studnię i dwa kawałki pola z dwóch stron. Zawsze się denerwowała, jak piłka wpadała na ziemniaki 😅 Piłki uczyły mnie o kilka, jeśli nie kilkanaście lat, starsze chłopaki. Wychodziliśmy ,,za wiśnię” sąsiada, która wyrastała nad ogrodzeniem, by móc strzelić bramkę. Następnie grałem na Kryszenku, jak w końcu nazwaliśmy boisko na górce od imion wujostwa, kuzyn zaś określił mianem ,,Wembley”. Stadion miał wyjątkowy walor, który uczył nas utrzymywania piłki za wszelką cenę – chyba 30-stopniowe nachylenie… Poza tym czuliśmy się jak Leo Messi, gdy kiwka rozgrywała się wokół i pomiędzy huśtawką. Obiekt dalej jest dostępny, może uda się zorganizować tam obóz letni, bo niektórzy w klubie już o to pytają 😄 Miałem też króciutkie epizody w Borku i Cracovii, ale byłem za słaby, sam odszedłem. W gimnazjum pokochałem siatkówkę, miałem świetnego trenera. W liceum strasznie się zniechęciłem, bo na okrągło wychodziliśmy na boisko, gdy było ,,rześko” i ciągle graliśmy w piłkę nożną. W międzyczasie jednak, z przerwą na liceum, grałem na Stadionie Pokoleń, czyli na orliku na Strąkowej 3A. Szczerze mówiąc, myślałem, że to już nie dla mnie, dochodziły kontuzje. Najgorsza była pod koniec gimnazjum, doznałem urazu ręki, a wcześniej broniłem przez kilka lat jak Artur Boruc z chłopakami znacznie starszymi ode mnie i wyciągałem co drugą sytuację sam na sam. Na studiach zaczęła szwankować noga od głupiego triku. Od gimnazjum jednak byłem nieoficjalnym asystentem trenera siatkówki, pomogłem dziewczynom zwyciężyć w miejscu o 3. miejsce z chłopakami, potem prowadziłem drużynę piłki nożnej na małym turnieju w Rymanowie Zdroju, zajęliśmy 3. miejsce (z tego miejsca pozdrawiam mego podopiecznego Szymona Soleckiego, który może dołączy do nas za rok). Kilka lat później zostałem analitykiem sportowym, następnie trenerem pewnej drużyny w Płocku, ale ten rozdział przemilczę… Jedynie dodam, że ogromnym wsparciem wówczas był dla mnie Dominik Subocz oraz jego niezwykle gościnna rodzina. Przyjaciel i bramkarz, któremu mogłem był przekazać moje skromne dziedzictwo bronienia w myśl Artura Boruca, na dodatek założył własny klub i ma możliwość widzenia tego, jak my budujemy własny. Jestem z niego ogromnie dumny, gdybyście wiedzieli, jak to jest wychować świetnego bramkarza (choć obecnie dobrze bawi się w polu) i jeszcze prezesa i trenera innego klubu… Po tamtym epizodzie utwierdziłem się w pasji. Dlatego postanowiłem stworzyć klub, w którym łączy się zasady z ludzką życzliwością i profesjonalnym pracowaniem nad każdym z elementów. I tak powstał Izydorski Klub Sportowy Łucznik Kraków. Przed nami jeszcze wiele pracy, to jasne. Ale chciałem zbudować miejsce, w którym ci, którzy nie mogli spełnić swoich marzeń, nie byli pewni siebie lub mieli problemy zdrowotne mogli znowu wrócić i realizować swoją pasję i to w dobrej atmosferze. Kto wie – skoro mnie nie wyszło, to może będę mógł się cieszyć tym, że mogłem komuś pomóc w staniu się lepszym człowiekiem i, przy okazji, osiągnięciu pewnych, piłkarskich celów? I, co dla mnie najważniejsze, by dać im trochę z Chrystusa, bo jeśli ktoś myśli, że w Niebie nie rozgrywają meczów, to oby się nie zdziwił 😉 Zastanawiam się także nad zrobieniem oficjalnego kursu UEFA.
  3. Czym zajmujesz się na codzień?
    Na co dzień obecnie przychodzę na stadion, rozkładam sobie bujany fotel, biorę fajkę, czytam gazetę pośród wahlujących palm i przyjmuję pokłony od działaczy klubu… 🤣 A tak serio, to pracuję jeszcze w ,,Niedzieli Małopolskiej”, prowadzę portal Isidorium.com/ i robię obecnie pewien kurs.
  4. Co poza graniem w piłkę nożną lubisz robić w wolnym czasie?
    Uwielbiam grać w siatkówkę, pisać wiersze i opowiadania, robić memy, lepiej służyć Maryi i być wsparciem dla ludzi. Interesuję się także psychologią. I mam fioła na punkcie retoryki i taktyki, więc z Pawłem Myszkowskim rysuję sobie szlaczki, których nikt inny nie rozumie, a z Wiktorem piszę do drugiej w nocy, dyskutując o grze obronnej 😂 Lubię też oglądać filmiki o myśli wojskowej Polski, zwłaszcza w XVII wieku. Czekam też na chętnych do dyskusji na tematy filozoficzne, żebym nie przenosił tego na trening, tylko dawał chłopakom proste wskazówki 🤣
  5. Czy jest jakaś postać z historii piłki nożnej na której się wzorujesz?
  6. Artur Boruc, zdecydowanie. Choć nie jest dla mnie wzorem życiowym, to w bronieniu jest numerem 1 na świecie, nie ważne, ile ma już lat 😄 Uwielbiam jego bronienie w sytuacjach sam na sam, on tyle razy ratował przez to reprezentację i kluby, w których grał… Gdy przeciwnik już był pewien swego, on wychodził i doznawał pewnie dużej satysfakcji, że potrafił postawić się najlepszym.
  7. Jeśli miałbyś możliwość zamiany z kimś na jeden dzień kto by to był?
    Normalnie z nikim, gdyż każdy ma swoje radości i krzyż istnienia, ale jeśli już mamy puścić wodze fantazji, to z jakimś księciem do XVII wieku włącznie lub pilotem śmigłowca bojowego. Kocham ludzi i organizację jak w szwajcarskim zegarku, ale często te rzeczy nie idą ze sobą w parze, a jako prezes wiem, jak to ciężka orka… 😅 Jako książę mógłbym dbać o innych i nie pozwalać złym politykom na przyzwalanie na zło, gdyż musieliby się liczyć z moją armią. Jako pilot śmigłowca mógłbym spełnić niemal niespełnialne marzenie, by nim kierować, gdyż ponoć już jeden lot kosztuje ogromne pieniądze. Do tego to maszyna o ciekawej konstrukcji i niełatwym sposobie kierowania, a jeśli bojowa, to można by też sobie trochę postrzelać z powietrza i pomóc naszym na lądzie w ciężkiej sytuacji 😁
  8. pepsi czy cola?
    O nie, nie pijam takich. Ale Celestynkę już tak 😎
  9. Czy jest jakiś moment w twoim życiu, który zapadł ci w pamięci?
    Na pewno wiele pięknych, gdy wbrew ludzkiej nadziei doznałeś Bożej interwencji, na pewno wiele satysfakcjonujących, gdy zwyciężyłeś wbrew tym, którzy z Ciebie szydzili i na pewno wiele tych, których żałuję i bardzo chciałbym naprawić… Powiem tylko tyle – najlepiej smakują te najmniejsze, gdy pośród ciemności ludzkiej złośliwości doznajesz życzliwości i tego spokoju sumienia, które każe Ci mówić: ,,Tak, postąpiłeś szlachetnie. Budujesz coś dobrego”.
  10. Kogo znanego chciałbyś spotkać?
    Świętego, który żyje ukryty przed światem… A bardziej realnie, choć chyba też nie, Benedykta XVI i Donalda Trumpa i wszystkich fantastycznych ludzi, których znam przez internet, ale nie miałem okazji jeszcze spotkać się z nimi w realu.
  11. Masz już swoją wybrankę, czy otwieramy rekrutację?
    Może tak, może nie, ale zawsze jedno serce, a drugie możliwości. Poza tym chyba żadna by ze mną nie wytrzymała… 🤣
    A więc dobrze tato, o przepraszam, tzn. Trenerze, czas na bonusowe pytanie.
    Czy jesteś dumny ze swoich dzieciaków?
    Rzeczywiście nieraz czuję się jak św. Mikołaj, który ma gołębie serce i non-stop próbuje rozładować ogromny worek z prezentami dla członków klubu. Gdy dzieci marudzą, jestem jak kierownik przedszkola, który próbuje jakoś ogarnąć bałagan i to, że każdy ciągnie w swoją stronę, zamiast zejść do wspólnego kółeczka. A gdy są niegrzeczne, jestem jak napuszony kot, który patrzy, kiedy kociaczki się uspokoją i zaczną wypatrywać pomocy przy rozlanym mleku niczym Kicur ze Shreka.
    Gdy zarządza się klubem sportowym, trzeba być trochę jak biznesmen, trochę jak wojskowy, ale bardziej jak ojciec. Trzeba być bardzo cierpliwym, ale i wymagającym. Niemniej – tak, kocham moje ,,dzieciaczki” 😂 I jestem dumny zawsze, gdy widzę, że rozwijają się jako, w pierwszej kolejności, ludzie, następnie jako piłkarze. Po 4 miesiącach ciężkiej pracy ostatnio zwyciężyliśmy z Golden Boys, więc byłem niezwykle dumny, co oznajmiłem mym podopiecznym i jestem szczęśliwy.
    Dziękujemy Norbercie, za otwarcie serca i udzielenie tak rozwiniętych odpowiedzi.
    Mamy nadzieję, że będziecie z nami w każdą środę po godzinie 19.
    Do do usłyszenia!
    ~BYŁ, BĘDZIE I JEST – ŁUCZNIK IKS!

Wywiad przeprowadzony przez Julię Paryż.

Leave a Reply