Stand upy w kościele, Hostia rozdawana przez kobiety, zmienianie Koronki i wyzywanie wszystkich…

Są rzeczy, których nie potrafię zrozumieć. Najbardziej jednak nie rozumiem, czemu stawiamy się na miejscu Boga-Człowieka.

Jezus Chrystus jest Bogiem, czyli Jemu należy oddawać najwyższą i jakąkolwiek cześć. Najwyższą, czyli to, co najlepsze, powinniśmy poświęcać Bogu, a nie ostatki, to, co nam zbywa. Nie jest to łatwe, trzeba nad tym cały czas pracować. Ważne również, byśmy oddawali wszystko, co robimy, Bogu, który jest wiecznością. Wtedy gromadzimy skarby w Niebie.

Jezus Chrystus jest również najlepszym Człowiekiem, a zatem wie, co dla człowieka jest najlepsze, gdyż sam doszedł w tym do mistrzostwa. Nigdy nie uczynił niczego złego i czynił cuda, czyli był największym mocarzem. Iść przez życie i ani razu nie zawinić i do tego innych uzdrawiać, to być kimś, kim każdy chciałby się stać, choćby w części, a zatem Jezus jest wzorem we wszystkim, co dobre i co daje szczęście. Prawdziwe, solidne, wieczne szczęście i radość już tu, na ziemi.

Teraz trochę rozumiemy, kim jest Bóg-Człowiek i możemy pomyśleć, kiedy stawiamy się na Jego miejscu. Jest kilka rzeczy, w których wydaje mi się, że tak się dzieje. Choć jestem tylko grzesznikiem i mogę się mylić. Ale, daj mi, Boże, by moje skromne słowa mogły poruszyć nasze sumienia.

Pierwsza rzecz to stand upy w kościele. Kiedyś napisałem artykuł, w którym opisałem pewne wydarzenie na Podkarpaciu, Miało być katolickie, piękne, godne. Wymieniłem rzeczy dobre i złe. Akcent był na te złe, gdyż wydarzenie się zmieniło na gorsze w porównaniu do poprzednich wydań. Niepotrzebnie napisałem tylko o jednej rzeczy, ale ten jeden opis był na poziomie dopuszczalności (nie, że jedną rzecz złą mogłem napisać w dobrym tekście, tylko że ta jedna rzecz była na pograniczu, ale jeszcze była dopuszczalna). Wtedy pewien zaangażowany w to dzieło kapłan zadzwonił do osoby z mej rodziny i bardzo prosił o usunięcie artykułu. Na początku nie chciałem, ale w końcu uległem. Dlaczego napisałem i dlaczego potem wycofałem? Napisałem dlatego, że oburzyło mnie, że żadne katolickie medium nie napisało o tym, co się tam naprawdę stało. Iż nie było tylko dobrych rzeczy, ale i te niewłaściwe. Poczułem się w obowiązku napisać prawdę. A uległem i wycofałem się tylko dlatego, żeby osoba z mojej rodziny nie miała przez to trudności. Wiem, że wówczas mój poziom pisania, jeśli chodzi o poprawność, tak to ujmijmy, nie był wysoki, więc to jeszcze mogłoby uzasadniać usunięcie artykułu. Ale byłem młody, więc to wybaczalne. Natomiast do dziś zastanawiam się, czy nie żałuję, że wówczas wycofałem publikację. Cóż, wówczas miałem gołębie serce. Przez lata jednak nad tym pracowałem i dziś pewnie napisałbym drugi artykuł, w którym podałbym swoją refleksję, co mogłem lepiej napisać w tym pierwszym, do tego wcześniej edytując ten pierwszy. Ale nie wycofałbym go. Ktoś powie, że mogłem podejść i porozmawiać w cztery oczy. To prawda. Nie zrobiłem tego, gdyż bałem się, że mnie, nastolatka, po prostu nie zrozumieją i może machną ręką. Jednak z drugiej strony nie miałem takiego obowiązku – wydarzenie było publiczne. Nakaz Pana Jezusa o upominaniu w cztery oczy dotyczy tylko spraw prywatnych. To jednak było wydarzenie publiczne. A media katolickie wówczas skłamały nie pisząc prawdy. Choć teraz się zastanawiam… Miałem bowiem ostatnio taką sytuację, że napisałem pozytywny artykuł w katolickim medium o kapłanie z innej świątyni, który zrobił zwykły stand up w pewnym kościele. I to wyrażenie nie jest moje – to powiedział prawdopodobnie jeden z tamtejszych parafian. I poczułem się sam jak te media na Podkarpaciu… Jest mi z tym źle, ale za późno już, by o tym powiedzieć proboszczowi w cztery oczy, że się mi to nie podobało. Może popełniłem grzech zaniechania, a może nie wiedziałem, jak się zachować, gdyż pierwszy raz spotkałem się z taką sytuacją w mojej pracy. Precyzując – na czym polegał stand up? Trudno to opisać, a nie chcę też zdradzać szczegółów, które mogłyby kogoś na kogoś naprowadzić. Stand up w kościele sprowadza się do jednego – skupienie na sobie poprzez przesadną formę, prezentację swojej historii i załatwianie własnych spraw w miejscu poświęconym kultowi Bożemu.

Druga rzecz, to coś, co mnie przeraziło. Usłyszałem od pewnej osoby, że w pewnym miejscu na świecie jest niewiasta, która… rozdaje Komunię Świętą i jest w pewnym miejscu ,,jak biskup”. Pracuje tam wiele lat i się poświęca, ale jaki hierarcha wziął na siebie zmienianie Ewangelii? Czy Pan Jezus wyznaczył 12 Apostołów-mężczyzn tylko ze względu na żydowską tradycję, że niewiasta liczyła się wówczas dosłownie jak pół człowieka? Czy Pan Jezus, który tyle zmieniał, nie mógł i tego zmienić? Dlaczego nie zaprosił Matki Bożej na Ostatnią Wieczerzę, na której odbyła się pierwsza Msza święta? Dlaczego nie ustanowił kapłanek i biskupek? Dlaczego przez 2000 lat nie było papieżycy (nie mówię o tej jednej, nawet nie historii, a legendzie, gdzie takie działanie było nielegalne). Wydaje się, że miał ku temu swoje powody, a Maryja i tak została wywyższona ponad Apostołów, zaś nieraz to święte niewiasty przewodziły Kościołowi w prawdzie i odwadze, lecz każda wedle tego, co Pan Jezus ustanowił, a Kościół wiernie utrzymał. I tak w ostatnim czasie niewiasty otrzymały możliwość bycia lektorami i akolitami. Sam zaś Kościół bez miłości niewiast nie ukazałby pełnego oblicza Boga i Jego woli. I co by zrobił Adam bez Ewy? Natomiast rozdawanie Komunii Świętej należy tylko do kapłanów i ewentualnie do diakonów. Niestety, w pewnej parafii na Zachodzie również widziałem rozdawanie Komunii Świętej przez niewiastę/niewiasty (nie pamiętam liczby) i to w polskiej parafii… Ten przypadek, o którym napisałem na początku, chyba również dotyczy Polki. Czy ta praktyka należy do zasady ewangelicznego życia i jest zatwierdzona w Kościele? A jeśli nie, to czy możemy generować takie wyjątki, które w końcu mogą stać się zasadą, gdyż dalej mamy do czynienia z kryzysem powołań? Kryzys powołań będzie się powiększał, jeśli okazuje się, że wcale nie trzeba być kapłanem, by sprawować te najświętsze akty. Proste. Ukazujmy ludziom prawdziwą drogę miłości i jej wypełniania, nie pozwólmy, by tak zaangażowane osoby były skarbami, którym nie damy wody czystej, jasnej nauki zbudowanej na prawdzie. Dbajmy o to, by być jak owe perły bez skazy, które omiecie Duch Święty i wywyższy w Swym ogrodzie.

Trzecia rzecz to zmienianie słów Koronki ,,dla Jego bolesnej męki” na ,,dla Jezusa bolesnej męki”. Jest w tym pewna wzniosła myśl. Jednak nie możemy nadużywać imienia Pańskiego. Raz widziałem osobę, która modliła się tak zmienioną wersją i co każde wezwanie (50 razy!) robiła ukłony na dźwięk imienia Jezus – samo w sobie jest to zawsze słuszne, ale nie w taki sposób, który przemienia naszą katolicką formę na formę żydowskiej modlitwy. Natomiast dowody, których nie ma, czyli obrazki przedwojenne, na które wszyscy się powołują (i jedna i druga strona) i stwierdzanie, że to doskonalsze oddawanie czci Bogu, nie są wystarczające, by zmieniać to, co ustalił Kościół. Jeżeli ktoś jednak oświadczy, że Niebo przemówiło do niego i wskazało, że Koronka została zmieniona przez osoby ukrywające prawdę o Bogu i Jego miłosierdziu, to może to podać swemu kierowniku duchowemu, z którym ma realny i częsty kontakt. Czy wszyscy, którzy tak podają, spełniają ten warunek? Czy Pan Jezus mówiąc do świętej siostry Faustyny nie powiedział jej, by zanim do czegoś przystąpi, co Bóg jej powiedział, poprosiła o zgodę na wykonanie tego swego kierownika duchowego? Czy to nie kapłani, biskupi i papież powinni to badać? Czy nie powinno się im cierpliwie dostarczać dowodów, wyników swoich badań? I czy zwolennicy i przeciwnicy tego tekstu powinni na siebie wzajemnie naskakiwać i publicznie lub w korespondencji do wielu osób mówić o sobie wzajemnie, że ktoś kogoś oczernia lub że jest chory psychicznie? Czy wolno od razu tak osądzać tych, którzy mają lub nie mają objawień, o których mówią? Czy wolno oskarżać kogoś od razu, że sprzeciwia się woli Bożej i oznajmiać to innym, poza rozmową z kimś z Nieba? Zapytajmy się siebie samych, czy to jest miłe Panu Jezusowi? Zapytajmy się Jego samego, czy taki sposób walki o prawdę sprawi, że prawda zwycięży? Mogę mieć wypaczone sumienie, ale przyznaję, że zostało ono tak ukształtowane, a ja tak, z łaski Bożej, wychowany, że o prawdzie świadczy miłość. Jeśli nie ma miłości, nie ma prawdy. Mogą być jej elementy, ale co z intencją? Czy sucha informacja, czyli treść, może spowodować dobro, jeśli nie jest ubrana w pokorną formę? Pamiętajmy też, że zawsze większy autorytet od świeckiego ma kapłan, gdyż Bóg uposaża swoje wyświęcone sługi w specjalne łaski, zwłaszcza rozeznawania duchów i roztropnego prowadzenia powierzonych mu dusz. Owszem, kapłan nie ma, jak papież, dogmatu o niemylności w sprawach ex cathedra, ale Bóg już zapewni swemu wybranemu mistykowi, by w odpowiednim czasie odpowiedniego kapłana otrzymał. Nam trzeba tylko cierpliwości i pokory oraz wyrozumiałości. Natomiast kapłan powinien wykazywać się roztropnością w tym, co mówi. Żaden autorytet ani żadne wybraństwo nie upoważnia człowieka do braku szacunku i niepotrzebnych słów w stosunku do drugiego. Dużą pracę w tej sprawie wykonali czytelnicy naszego portalu w komentarzach pod artykułem dawnej publicystki, która, choć kontrowersyjna, zawsze starała się dążyć do prawdy, chociaż nieraz jako redakcja mieliśmy wątpliwości, zaznaczaliśmy swą odrębność (dodając np. napis na końcu, że to zdanie autorki, z którym redakcja niekoniecznie się utożsamia) lub po prostu nie dopuszczając tekstu ,,do druku”, jak to mówią: https://isidorium.com/2020/02/16/koronka-do-milosierdzia-bozego-zostala-zmieniona-halina-labadz/. Zawsze jednak, jako Isidorium, staraliśmy się każdego szanować i wiemy, jak wiele starań pani Halina wkładała w swe publikacje i jak wiele nam dała oraz, w przeciwieństwie do innych mediów, my dopuszczaliśmy rzeczy, które gdzie indziej by nie przeszły. Rzeczy dopuszczalne i dyskusyjne publikowaliśmy, a nie zamiataliśmy sprawy pod dywan. Niemniej po tylu latach dzisiaj postępujemy bardziej spokojnie, bardziej zwracamy uwagę każdemu autorowi na zebranie możliwie najwięcej i najbardziej wiarygodnych informacji.

Ostatnia rzecz to niestety potwierdzenie tego, że coś jest nie tak między nami Katolikami, a już zwłaszcza, o zgrozo, gdy jest tak między kapłanami. Najgorsze jest, gdy kapłani lub wierni związani z tradycyjną liturgią lub niekoniecznie, również ci po drugiej stronie, pozwalają sobie na krytykowanie wszystkich i wszystkiego, co wyraża myśl tej drugiej strony. Korci mnie, by wymienić zwłaszcza jedno nazwisko, osobę, która sprawia, że tradycyjni Katolicy dostają potem po głowie na ostudzenie rozporządzeniem ,,Traditionis custodes” od papieża Franciszka i która celebruje w Polsce, mówiąc: Jan Paweł II – heretyk, kardynał Wyszyński – heretyk, Episkopat – heretycy, kapłani celebrujący głównie, choć nie tylko, tradycyjną liturgię – heretycy, Msza św. w nowym rycie – nieważna, Komunia św. tam – nieważnie konsekrowana itp. itd. Niemniej jednak tego nie uczynię, gdyż nie mamy się skupiać na konkretnych postaciach, gdyż ,,Bóg nie ma względu na osoby”, jak mówi Pismo Święte. A potem jest tak, że choć jakiś kapłan próbuje odkręcić oskarżenia w swoim kierunku posłane mu przez innego kapłana, to przy okazji niepotrzebnie się denerwuje i zamiast odpowiedzieć tylko merytorycznie, nawet nie zauważa, że duża część jego odpowiedzi jest emocjonalna. Z jednej strony nie można się dziwić, z drugiej musimy pamiętać, że ,,prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

Mam nadzieję, że tym tekstem nikogo nie uraziłem. Napisało to bolące serce, które ani nie może znieść braku przyznania się do prawdy ani braku miłości. Poddaję Państwu ten tekst pod rozwagę. Czy naprawdę mamy kłócić się o rzeczy, o których możemy dyskutować, ale nie wyzywać się przez nie i stawać po jednej lub drugiej stronie barykady? Można milczeć, odejść, rozdzielić się i modlić się za siebie. To o wiele lepsze rozwiązanie, nawet jeśli oznacza konieczność rozstania się. Możemy również próbować przełamać samych siebie i poddać się Chrystusowi Królowi i Jego sługom, którym przekazał Swą władzę. Oddajmy się cichemu działaniu wielkich rzeczy przez Ducha Świętego i prowadzeniu patrzącej oczyma pełnymi miłości na każdego grzesznika, jakimi jesteśmy ja i Ty, Najmilszej Mateńki. Tylko prawda nas wyzwoli, ale gdybym nie miał miłości, byłbym niczym. Wznieśmy się ku Sprawiedliwemu i Miłosiernemu Bogu na dwóch skrzydłach – wiary i rozumu. Pokory i szczerości.

Leave a Reply