Zielonoświątkowcy stają na środku Rynku i głoszą. A Katolicy nie chcą być rycerzami

Do centrum wpadłem tylko na chwilę, by zanieść egzemplarz czasopisma jezuicie. Po wyjściu z zakrystii chwileczkę pomodliłem się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Wychodzę, a tu ktoś pięknie głosi Jezusa. Zataczam koło, chcąc już jechać, jednak podchodzę. Dostaję wizytówkę. – A, dziękuję, dobrze wiedzieć, że ktoś jest po tej samej stronie. Słyszałem też coś o Czyśćcu, to dobrze. – Tak, że Czyśćca nie ma – odpowiada mi niewiasta lekko się śmiejąc. Zaczęła się dyskusja…

Nie pamiętam wszystkiego, więc nie będę opowiadał. Generalna ich linia jest taka, że nie potrzebujemy pośredników i że jedynym pośrednikiem jest Jezus. Wymienialiśmy się argumentami, nie wszystko potrafiłem wystarczająco umiejętnie obronić, ale raz ją zagiąłem, punktując spostrzegawczo na rzecz zasady hierachiczności. Możemy jednak uznać, że na argumenty był remis (jakkolwiek z moją przewagą, choć, jak to w piłce, można grać lepiej, ale ostatecznie nie zdobyć tych 3 punktów, tylko 1). Oczywiście nie o zaginanie tu kogoś chodzi jako cel sam w sobie, tylko o zwycięstwo Prawdy, której winniśmy służyć. Spodobało mi się tylko to, że choć negowała Czyściec i powiedziała, że była w Kościele Katolickim, lecz z niego wyszła, jak jej ,,się oczy otworzyły, gdy zaczęła czytać Pismo Święte”, to przynajmniej była zadowolona, że staram się mieć bezpośrednią relację z Chrystusem i nie chodzi jej o to, by mnie przeciągnąć do Kościoła Miłości i Mocy Jezusa, który jest lokalnym Kościołem Zielonoświątkowym. Jakkolwiek można mówić, że się nikogo nie chce przeciągnąć, nawet w to wierzyć, to nie ma próżni we Wszechświecie i tak naprawdę zawsze ktoś będzie działał w takim kierunku, jaki uważa za słuszny. To jest podświadome i naturalne, nie da się od tego uciec, nawet jeśli ma się taką intencję. Ale to tak ogólnie.

Kierunek Jezus – tak nazywa się ich strona internetowa. Nie, nie zachęcam, by tam wchodzić. Jak pamiętacie, wyznaję zasadę nie wspierania złych mediów (tu w sensie, że nie jest ono katolickie, jakkolwiek chrześcijańskie jest). Co się natomiast okazało. Zielonoświątkowcy stają na Rynku Królewskiego Miasta Krakowa pod pomnikiem Adama Mickiewicza co sobotę o 16:30 i głoszą przez mikrofon ,,proklamację”, czyli opowiadają o Jezusie i o tym, by Mu zaufać. Dookoła jest kilka ławek, więc wybrali trafne miejsce.

My za rzadko tak czynimy. Zbyt często wmawia nam się, że wiara to prywatna sprawa. Kto tak mówi, kłamie i jest obłudnikiem, oszukuje samego siebie. Najczęściej są to Katolicy, co przestają z tym światem oraz ci, co domagają się ,,absolutnej wolności”, czyli narkotyki, seks i tatuaże. Coś ta wolność nie gra z otwartością. Otwartość nie jest tylko kwestią otwarcia na to, co miłe, ale również na prawdę. Człowiek nie składa się tylko z uczuć, emocji. Człowiek potrzebuje żyć pełnią życia, poczuć, że to, jak żyje, ma sens, do czegoś prowadzi, zapewnia mu coś trwałego. Chwilowe, przyjemne doznanie niczego nie załatwia, a jak ktoś idzie przy tym w ,,prywatność”, by te doznania obronić, to znaczy, że potrzebuje takich chwilowych wyzwalaczy, które nie wyzwalają jego życia z niczego, bo nie wyzwalają z całości, bo Cię nie zmieniają.

Owszem, podstawą jest modlitwa, Najświętsza Ofiara, Sakramenty, adoracja Pana Jezusa w Hostii, zmiana życia na dobre moralnie. Ale to nie znaczy, że mamy prawo zachować to dla siebie. To tak, jak w przypowieści o talentach – pan karze sługę, co talent tylko przechował, a nie rozmnożył. Bał się, nie ryzykował i nie był całym sobą dla celu i pana. I za to trafił na wieki do piekieł. Pewnie się usprawiedliwiał, że przecież wszystkiego ,,prywatnie” przestrzegał i ,,się nie obnosił ze swoją wiarą”. Ludzie lubią wierzyć w takie kłamstwa, bo tak jest wygodniej, bo tak powiedział jeden Ksiądz, to znaczy, że o to chodzi we wspólnocie Kościoła.

Więcej o tym nie muszę pisać i udowadniać – tyle razy już o tym pisałem. Przejdę do innej kwestii.

Owszem, problemem w ewangelizowaniu może być to, że nie mamy wystarczającej wiedzy, by obronić się przed tymi, co potrafią rzucać cytatami z Pisma Świętego z pamięci lub powołują się na takie a takie badania biologiczne czy inne. Chyba nie ma sensu pisać, że często kazania wyglądają jak masło maślane polane sosem z miłosierdziem na kotlety z miłosierdzia. Przepraszam za dosadność, ale dziś nadużywa się nauki o Bożym miłosierdziu i wynikającej z tego nauki o miłosiernym podejściu do bliźniego, co sprawia, że ta nauka znaczy wszystko i nic zatem. W umysłach ludzi tworzy się paradygmat, że nic nie muszą, bo przecież Bóg i ludzie wszystko powinni przebaczyć i nie ma co się stresować. Tylko że Bóg jest doskonały i równoważy w sobie miłosierdzie ze sprawiedliwością. Równoważy i stosuje obydwa naraz.

Zastanawiam się, co mogę poradzić. Sam czynię to, co uważam, że należy, co nie znaczy, że nie popełniam grzechów i błędów. Chciałbym tylko Cię zachęcić, byś ukochał Prawdę. Jak ukochasz Prawdę i oddasz całe swe życie Niepokalanej, to sam z siebie będziesz pragnął walczyć o cześć Kościoła Świętego, naszej Wspólnoty i o chwałę Królestwa Niebieskiego, prawdę o Chrystusie Królu.

Jeżeli chcesz się przyłączyć i pomóc nam, portalowi Isidorium w tej walce, to zapraszam. Napisz na blog.lucznika.izydora@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje