Mówić o swoim dobru czy nie?

Kiedyś marzyłem, by żyć jak mysz pod miotłą. Wejść do pokoju w starym domu, zapalić świeczkę i modlić się na różańcu. Żyć w ukryciu przed ludźmi. I tak ciągle. Nigdy nie myślałem o tym, że będę w mediach, zawsze tego unikałem, pragnąłem jedynie dzielić się swymi wierszami. Jakoś Bóg mnie wepchnął w tę drogę, nawet nie wiem, jak to się do końca stało. Uczynił to wbrew mnie, choć oddałem się Mu cały, więc mógł tak uczynić. Do dzisiaj jednak nieraz marzę, by z tym wszystkim skończyć, by odejść. I staję ciągle przed tym samym dylematem – mówić o tym, co dobrego czynię, czy zachowywać to w ukryciu?

Z jednej strony Pan Jezus mówi, że nie stawia się światła pod korcem, lecz daje na widoku, aby wszyscy widzieli nasze dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w Niebie. Z drugiej strony, gdy chcemy się pomodlić, mamy iść do izdebki, zamknąć drzwi i modlić się w ciszy, aby Bóg mógł oddać nam w ukryciu, a nie pokazywać wszystko, jak faryzeusze, co otrzymali już swoją nagrodę od ludzi, na Ziemi, a więc jakie skarby pozostają im w Niebie?

Z jednej strony staram się dawać świadectwo, choć nie chcę tego czynić, bowiem nie chcę, by później ktokolwiek mówił, jaki to ja jestem wspaniały, Święty, dobry albo jaki to tam jeszcze… Owszem, miło czasem usłyszeć, że jesteś dobrym człowiekiem, gdy inni oskarżają Cię o rzekomy atak w ich stronę. Tu pragnę podziękować zwłaszcza Szymonowi Kamińskiemu, którego słowa nieraz dodawały mi otuchy. Natomiast to jest inny poziom – tam jest kwestia rozmów osobistych lub grupowych, tu media i życie publiczne. Wracając do świadectwa – czynię to dlatego, że ludzie potrzebują nauczycieli, a zwłaszcza wychowawców, kogoś, kto zwróci im uwagę na małe rzeczy. Dziś mówi się tyle ogólników, typu: ,,Jezus Cię kocha”, ,,Kochamy się”, ,,Miłosierdzie posmaruj sobie na śniadanie, oblej miłosiernym sosem na obiad i bądź miłosierny zawsze”. Czy to rzeczywiście krzewi miłość? Nie, ponieważ ludzie nie wiedzą, co to konkretnie znaczy. Samymi uczuciami i słowami nic dobrego się nie zrobi. Tym bardziej, jeśli ludzie poznają świat tylko przez słowo ,,miłosierdzie”, zupełnie, jakby Bóg nie był doskonały i nie miał wielu innych cnót, które trzeba docenić, czcić i naśladować, postępować jak Jezus, Najdoskonalszy Człowiek, najpełniej wypełniający wolę Ojca.

Z drugiej strony nie mówię o wszystkim, co czynię. I choć robię różne rzeczy, to wcale przez to nie uważam, że jestem jakiś niesamowity, choć zawsze mnie dziwi, że ludzie się tak tym i owym zachwycają.

Ale powstaje również problem, kiedy następuje sytuacja, gdy musisz się uwiarygodnić. Zwłaszcza, gdy od tego zależy postrzeganie Ciebie przez ludzi jako wiarygodne lub niewiarygodne źródło informacji lub gdy przepchnięcie pewnej sprawy czy wzoru postępowania (nie, że ja, jako wzór, tylko że przykład, by tak postępować, gdyż jest w tym siła Chrystusowej mocy – czyli życie szczęśliwe i pełne sukcesów, gdy oparte na duchowości i moralności). I wtedy, przyznaję, nie wiem, co czynić. Czy nie jest to oby pokusa, której ulegam? Czy może lepiej nie dawać świadectwa tego, że tak czy tak postępuję? Sam nie wiem… Pragnę, by z jednej strony ludzie widzieli, że inni też tak czy tak postępują, a z drugiej strony chciałbym zachować jakieś skarby w Niebie. Czy Bóg czyni zatem wtedy właściwym cierpieniem nie tylko ukrywanie tego, co dobrego czynisz, ale również i to, gdy pouczasz ludzi swoim przykładem, czyli gdy, dzieje się coś odwrotnego, czyli gdy właśnie pokazujesz innym, co czynisz? Może chodzi tu o intencję? Może jeśli chcesz się pochwalić, to jest to złe, a jeśli chcesz… Właśnie, może to jest klucz do odpowiedzi? Może, gdy sam muszę pokonywać własną nieśmiałość i obejmuje mnie taki wstyd i wątpliwości, że pokazuję coś dobrego, co sam czynię, jest to rzeczą miłą Bogu? Nie wiem. Pytanie, czy te wątpliwości biorą się od Boga czy od diabła? Niech nas Mateńka Boża prowadzi, bo tylko przy Niej można bezpiecznie dotrzeć drogą, która prowadzi do Zbawienia, a drogą tą jest Pośredniczka Wszystkich Łask.

Na koniec – pamiętajmy, że wszelkie dobro nie jest naszą domeną, lecz pochodzi od Boga. Jak mówi bowiem Święty Augustyn – wszystko jest łaską. Jak ją wykorzystujemy? Czy zgodnie z wolą Najwyższego? Nie mamy bowiem swojego dobra, lecz naszym dobrem jest to, które otrzymujemy od Pana życia i łaski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje