Zdrowy tradycjonalizm

Pragnę zacząć ten skromny artykuł od fragmentu z Ap 2, 1-7, który mówi o liście do Kościoła w Efezie: „Aniołowi Kościoła w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawej ręce, Ten, który się przechadza wśród siedmiu złotych świeczników: Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość, i to, że złych nie możesz znieść, i że próbie poddałeś tych, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są, i że ich znalazłeś kłamcami. Ty masz wytrwałość, i zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości. Pamiętaj więc, skąd spadłeś, i nawróć się, i poprzednie czyny podejmij! Jeśli zaś nie – przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie nawrócisz. Ale masz tę zaletę, że nienawidzisz czynów nikolaitów, których to czynów i Ja nienawidzę. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam spożyć owoc z drzewa życia, które jest w raju Boga”.

Powyższy fragment ma wiele wspólnego z tradycjonalizmem i jego zwolennikami. Tak jak ten list zawiera w sobie pochwały, ale też naganę w kierunku Kościoła w Efezie, tak i ja chciałbym spojrzeć podobnie na praktykowany tradycjonalizm. Pan Jezus chwali ten Kościół za jego czyny, trud, wytrwałość, cierpliwe znoszenie niesprawiedliwości i ataków, oraz demaskowanie kłamstw. Jak popatrzymy na tradycjonalistów, to rzeczywiście tak jest. Trzeba ich pochwalić za to, że godnie sprawują Najświętszą Ofiarę, demaskują kłamstwa, ewangelizują i starają się wiernie trwać przy prawdzie i Tradycji. Korzystają z bogactwa pism świętych oraz z samej Tradycji. Historia Kościoła pokazuje jak z wieloma trudnościami i herezjami musieli się zmagać. Nie brakuje takich postaci jak Ariusz, Marcin Luter czy inni, którzy mieli bardzo negatywny wpływ na Kościół.

Jednak Pan Jezus wobec wielu pochwał jakimi obdarzył ten szlachetny Kościół, kieruje do niego jedną poważną naganę: „Mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości”. Bartłomiej Holzhauser wyjaśniając ten list, zwrócił uwagę, że może się on odnosić do pierwszych wieków chrześcijaństwa. Kościół rodził się we krwi męczenników, wzrastał w łasce i mądrości, ale przez herezje był podzielony. Pomimo tego, wynikło pewne dobro. Nauka Kościoła zarówno w pierwszych wiekach, jak i w średniowieczu jeszcze nie była na tyle odpowiednio wyjaśniona, a herezje i sami heretycy, którzy stwarzali zagrożenie, stały się pewnym impulsem do zajęcia się tą kwestią.

Patrząc na postawę dzisiejszych tradycjonalistów można dojść do pewnej refleksji. Zwracamy tyle uwagi na to jaki był Luter, Ariusz czy inni heretycy, na to jak wielkie zło uczynili, na to jakie głosili przewrotne nauki, ale niestety nie zauważamy postawy duchowieństwa w tym okresie. W średniowieczu duchowni (w tym papieże) dopuszczali się różnych nadużyć. Problem nie leżał w samej doktrynie, lecz w samym życiu moralnym. I to wymagało gruntownej reformy. By Ewangelia została wprowadzona w życie, a nie tylko nauczana. Dzisiaj często skupiamy się na pewnych przepisach czy zasadach. Wszystko jest uporządkowane. Tylko co się stało z istotą, którą jest miłość? Czyż sama Tradycja stała się dla nas ważniejsza? Tradycja, jak i miłość powinny iść w parze, tak jak sprawiedliwość i miłosierdzie. Nie możemy tylko uzasadniać pewnych naszych postępowań i odwoływać się do Tradycji. Owszem należy docenić skarb Tradycji, ale też powinniśmy dostrzec wartość miłości, którą jest Bóg.

Jak możemy się nazywać katolikami lub chrześcijanami, skoro owszem kochamy Boga, modlimy się, ale nie potrafimy szanować drugiego człowieka? Dawniej Bóg często działał w sercach duchownych. Ciekawe jest to, że wielu z nich było mistykami, było otwartych na Boga, Jego działanie i Jego Słowo. A dziś? Dlaczego tak mało kapłanów jest mistykami? Ponieważ nie są otwarte ich serca na Boga. Proszą go w modlitwach, a jednocześnie potrafią je zamykać na Jego działanie. Przykładem tego są Objawienia Boże, które zamiast rozważać i spokojnie przemodlić, stają się czymś niewygodnym i można je uznać za pochodzące od diabła. Przecież mamy naukę Kościoła, mamy Tradycję – cóż więcej nam potrzeba? Widocznie potrzeba spojrzeć na pewne sprawy nieco głębiej, widocznie pewne formy ewangelizacji nie są tak skuteczne jak dawniej. Kościół nie jest instytucją ludzką, jest dziełem Bosko-ludzkim. I Bóg ma prawo w nim działać. Popatrzmy czy Pan Jezus, św. Dominik, św. Ignacy Loyola i inni święci, nie byli nowością w swoich czasach? Nauczanie pozostało, ale zmieniała się forma ewangelizacji. Nie powinniśmy się bać dzisiejszych nowych form ewangelizacji, ale umiejętnie je wykorzystać ku pożytkowi duchowemu, usunąć różne naleciałości i nadużycia.

Kończąc, krótko chciałbym poruszyć temat św. Jana Pawła II, którego 100 rocznicę urodzin obchodziliśmy w tym roku. Wiele osób tradycyjnych podchodzi do niego bardzo krytycznie. Wytyka mu różne słowa, postawy i czyny. Nasz papież owszem mógł popełniać błędy, ale nie wszystko mogło się dokonywać z jego przyczyny. Nie każda katecheza czy homilia jest jego autorstwa. Należy uważnie poznać tego świętego i pomimo pewnych wad, dostrzec także pewne zalety, a nie pochopnie uznawać go za heretyka. Życzę wielu tradycjonalistom, aby poznali prawdę o św. Janie Pawle II i dostrzegli, w jak trudnym był położeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje