O drodze do uzyskania tradycyjnej liturgii

Jaka jest Matka Boża? Jest pokorna i stanowcza zarazem. I to jest droga, którą powinniśmy sami również kroczyć. Jeśli jednak nie kroczymy, to wpadamy w błędy. Robimy ze Mszy Świętej w posoborowym rycie ucztę i atmosferkę z gitarkami albo odwrotnie, ubiegając się o tradycyjną liturgię, mówimy, że nowy ryt jest heretycki. Tylko co z tego zrozumieją ci, którzy uczęszczają na NOM? Czy to ich przekona czy raczej obrazi? Za chwilę ktoś jednak rzeknie – skoro obrażają się na prawdę, to są modernistami. A może po prostu zapominamy o tym, że świadectwem dóbr wypływających z Tradycji są w pierwszym stopniu czyny, nie słowa. Odwaga, miłość i pokora, nie logika, rozwinięty język i nieugięcie rzekomo na wzór Ewangelii Chrystusowej ,,w porę i nie w porę”.

Iżby było jasne – jestem za tradycyjną liturgię i to ona jest rytem najdoskonalszym. Nie mogę jednak równocześnie zaprzeczać, wbrew Cudom Eucharystycznym i sensus fidei, że nowa Msza Święta, czyli ta, która jest dzisiaj powszechnie (w zdecydowanej większości na świecie – dla ścisłości) nie jest Najświętszą Ofiarą. Gdybym bowiem zaprzeczał, musiałbym stwierdzić, jak mówi to część tradycjonalistów, że nowy ryt jest heretycki i niegodny. I nie myślcie, że nie znam analizy kardynałów Ottavianiego i Bacciego, którzy wykazują kilkadziesiąt błędów teologicznych występujących w nowym rycie. I proszę, by osoby nietradycjonalistyczne nie obrażały się na to, tylko z pokorą i z naukowym podejściem zobaczyły, że coś takiego faktycznie istnieje: https://vademecumliturgiczne.pl/2016/05/07/krotka-analiza-krytyczna-novus-ordo-missae/

Czy to jednak znaczy, bowiem jeśli mówimy, że nowy ryt jest heretycki i niegodny, na przykład naszym rodzicom lub kapłanom, wówczas mówimy tylko część prawdy. I proszę tradycjonalistów, by w tym momencie nie mówili, że przecież oni mówią, że nowy ryt jest ważną Mszą, ale sam ryt jest heretycki. Czy Wy naprawdę myślicie, że inne osoby tak to rozróżniają? Postawcie się w sytuacji osób, które nie były zaznajamiane z Tradycją przez kilkadziesiąt lat i nagle słyszą, że wszystkie te Sakramenty, w których brali udział, to jedna wielka szopka. Postawcie się w sytuacji Kapłanów, których takiej Mszy Świętej nauczono i którzy nie mieli możliwości zapoznania się z Tradycją w jej prawdziwym kształcie. Czy to oznacza, że zatem w ogóle nie są Kapłanami? Iż nie mają ważnych święceń? Bowiem chyba nie rozumiecie, jakiego słowa używacie – heretykami są protestanci. Jeśli uczestniczą w heretyckiej Mszy Świętej, to znaczy, że są poza Kościołem Katolickim. Mam takie wrażenie, jakby tradycjonalistów dzieliło niewiele od tego, by w końcu, po swych rozważaniach, kształtowaniu wizji rzeczywistości w swych umysłach, doszli do wniosku, że właściwie od 1958 roku nie mamy nawet legalnie wybranego papieża, a niewiele lat później miliard Katolików, oczywiście za wyjątkiem ,,garstki wiernych”, jakby chcieli sobie przypisywać te chwalebne słowa tradycjonaliści, nie otrzymuje łaski Bożej, nie ma do niej dostępu. I powiecie, Drodzy Tradycjonaliści, że posuwam się za daleko, że przeinaczam Wasze słowa i nie rozumiem, czym tak naprawdę jest Tradycja i że nie odróżniam ważności Mszy Świętej od jej godnego lub niegodnego rytu. Jak już przedstawiłem wyżej, mam tego świadomość. O co mi zatem chodzi? Czemu tak dziwnie piszę? Co mam nie tak w głowie?

Otóż, jako człowiek, który chce się zwać po prostu Katolikiem, nie nazwą pochodzącą od jakiegoś ,,-izmu”, lecz zwykłym, tradycyjnym Katolikiem, wierzącym w to, co przez wieki podaje Kościół Święty, Matka nasza, nie zgadzam się na takie traktowanie tych, którzy nie doznali łaski poznania głębiej i zrozumienia Tradycji Świętej.

Nie róbmy z siebie fałszywych męczenników, którzy każdemu muszą przywalić prawdą, ,,bo tylko wtedy heretyk się nawróci”. Prawdziwy męczennik, za którego uznać się wstydzę, gdyż jestem sługą niegodnym i zdradzającym Chrystusa, podąża jednak takowy prawdziwy męczennik drogą Matki Bożej. Jest to droga jasności, czystości, niewinności, pokory i miłości. Jest to droga z konkretnymi celami, lecz i z pokorą w ich osiąganiu. Jeśli chcemy, by zwyciężyła tradycyjna liturgia, by Kościół i jego Kapłani zrozumieli, czym jest ów wielki skarb naszej Świętej Wiary, Wiary naszych przodków, tylu pokoleń, to idźmy drogą prawdy i pokory. Czym jest pokora? Jak nieraz mówi pewien świątobliwy Kapłan, jest to życie w prawdzie, również w prawdzie o sobie. Antyświadectwem, zaprzeczeniem nauczaniu Chrystusa jest przymuszanie, obrażanie i brak zabiegania o dar umiejętności od Ducha Świętego, gdy wznosimy sprawę Świętej Tradycji. Niewielu przekonamy postawą, która opiera się jedynie na logicznych argumentach. Bowiem to czyny nasze, świadectwo naszego życia, dobro wyświadczane innym jest najlepszym gwarantem tego, co głosimy. Jeśli za słowami rzekomo miłosiernymi i pełnymi miłości względem błądzących nie idzie pokora i miłość, wówczas nie jest to świadectwo pełne. Pamiętajmy, że nawet tradycyjna liturgia, a właściwie szczególnie i przede wszystkim, jako bowiem szczyt życia katolickiego, jest łaską, jak wszystko, co daje nam Bóg. I jeśli będziemy rościli sobie prawo do niej w sposób, w którym nie okazujemy szacunku względem tych, wobec których apostołujemy, którym wyjaśniamy, tłumaczymy i z którymi dyskutujemy, to Bóg nam tego nie da. Bóg daje bowiem tylko tym, którzy prawdziwie miłują. Jeśli prawdziwie miłujemy Świętą Liturgię, wówczas wpierw zwracali się będziemy do Matki Najświętszej, by to Ona prowadziła nas drogą do zwycięstwa Prawdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje