Z dziennika łucznika: 368 tysięcy subskrypcji; Święty gniew czy nieopanowanie; refleksje na temat walki o prawdę

Droga Matki Bożej to droga rycerza Niepokalanej – służy, pracuje, walczy, a gdy trzeba, milczy i przyjmuje cierpienie. I wcale milczeniem nie przegrywa. Milczenie jest zwycięstwem nad sobą samym i nad światem. Gdy bowiem świat hula i obraża, my wypełniamy wpierw swoje obowiązki i kształcimy się w cnocie, którą świat pragnie nam odebrać, bo choć my nie wiemy, to on wie, że właśnie łaska Boża w życiu duszy jest tą najcenniejszą grą, o którą toczy się dzisiejsza batalia.

Najpierw jednak piękna wiadomość – telewizji wRealu24 nagle podskoczyło subskrypcji z 300 tysięcy w tym Roku Pańskim do aż 368 tysięcy teraz! Nie pamiętam, ile mieli w styczniu, ale chyba coś koło tego, a nawet mniej, więc jest ogromny skok! Wspaniale, że to Boże dzieło, zależne tylko od widzów, wzrasta i stanowi coraz większą siłę względem zwykłych stacji telewizyjnych, nie internetowych.

Przyszła taka refleksja – skoro kogoś coś denerwuje i mówi, że nie może wytrzymać, reagując gwałtownie, to znaczy, że po prostu nie jest opanowany. Bowiem nawet gdyby w nas uderzano i w to, co wierzymy, mamy walczyć godnie, słuchając równocześnie Ducha Świętego, który najlepiej wie, w co chce uderzyć przeciwnik naprawdę. Na prowokacje należy odpowiadać tylko wtedy, gdy rozeznamy, że taka jest wola Boża. To jest bowiem próba, w której świat przekona się, czy nasza wiara jest szczera, gorliwa i głęboka, a nie, czy jest jedynie walką w sferze słownej. Mamy wpierw dawać świadectwo miłości i umiłowania. Słowa pouczają, przykłady pociągają.

Droga Matki Bożej to droga rycerza Niepokalanej – służy, pracuje, walczy, a gdy trzeba, milczy i przyjmuje cierpienie. Skuteczną pułapką zastawianą na Katolików jest atak na to, w co wierzą, gdyż wtedy Katolicy od razu reagują. Czasem jednak jest to rzucanie się w rzekę, której nie zawrócimy kijem. Wówczas, jak mówi Pan Jezus, raczej szukamy pokoju, zanim jeszcze rozpocznie się wojna, niczym ów król, co ma 10-tysięczne wojsko, a idzie na niego władca z 20-tysięczną armią. I gdzie indziej powiada Pismo Święte: ,,Bądźcie roztropni jak węże i nieskazitelni jak gołębice”. Jedna z chińskich strategii mówi zaś, by walczyć z przeciwnikiem nie frontalnie, lecz krążyć dookoła niego, gdy on atakuje. I wówczas, gdy się zmęczy lub nawet uśpi, zaatakować. Po co bowiem zginąć, jak wystarczy okazać cierpliwość i stoczyć bitwę na własnych warunkach? Pamiętajmy, że przyjęcie cierpienia, wycofanie się z publicznego działania, by zachować czas na ćwiczenie się w cnocie i we własnych, pierwszych obowiązkach, jest drogą Matki Bożej. Jak mówi Chrystus: Cóż bowiem będzie miał człowiek, jeśli cały świat zyska, a na duszy straci? Wydaje nam się, że bronimy prawdy, że walcząc, wypełniamy wolę Boga. Czasem jednak nie jest to wolą Bożą, a Bóg jest mądrzejszy i widzi, że zamiast przeznaczać siły na to, co pierwsze w porządku obowiązków, rzucamy się jak szaleńcy, nie wytrenowani w cnocie cierpliwości. Gdy przyjdzie czas, Bóg da znak, iż trzeba wystąpić. Jeśli jednak Bóg zechce, to nie można bać się cierpienia, odrzucenia, samotności. Pan Jezus głosił Słowo, znikał na pustynię, dawał świadectwo i przyjął Krzyż – tak różne rodzaje działań podjął w swym pełnym poświęcenia życiu.

PS: Przepraszamy – ostatnio omyłkowo wstawiliśmy jako autora drugiego posta z serii, Jezus vs. faryzeusze Norberta Sylwestra Izydora Polaka, a był nim Grzegorz Ziobro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje