Samochód antyaborcyjny Kraków

Standardowy dzień z życia pro-lifera: Stoi samochód pod szpitalem i pokazuje niewygodną prawdę

Kilka miesięcy temu nasi koledzy z Fundacji Pro-Prawo do życia postawili pod szpitalem im. Gabriela Narutowicza w Krakowie samochód informujący o tym, ile dzieci tam zabito poprzez aborcje w 2018. Na samochodzie jest również grafika pokazująca skutki aborcji. Oprócz tego w każdy drugi piątek miesiąca o 17:00 Fundacja Pro organizuje pod szpitalem różaniec w celu powstrzymania aborcji.
Samochód jest wyraźną solą w oku dla lewicy. Obklejanie, malowanie, cięcie opon to codzienność z którą wolontariusze Fundacji muszą sobie na bieżąco radzić. Zgłaszanie na policję też nic nie daje, a samochód stoi jak stał. Do czwartku… Ale może po kolei.

W poniedziałek wieczorem w święto 3 Króli przyjeżdżam z przyjaciółmi z Pro sprawdzić stan samochodu. Sprawdzamy czy nie jest obklejony, pomazany, czy koła mają powietrze. Wszystko jest pięknie, no może z małym wyjątkiem, bowiem są widoczne ślady po ostatnim czyszczeniu. We wtorek mieliśmy go nie sprawdzać, ale Opatrzność Boża nas pchnęła i wieczorem postanowiliśmy jednak go sprawdzić. Jak dzień wcześniej, zerkamy na stan techniczny. Wszystko w porządku, ale…

Dostrzegamy coś, czego wcześniej nie było. To znak zakazu postoju z tabliczką, iż obowiązuje dla postojów powyżej 3 minut, a pod nim znak informacyjny że miejsca za nim od teraz są strefą ,,całuj i jedź” z dopiskiem „całowanie dozwolone do 3minut”.
Znak na szczęście jest zawiązany taśmą, jeszcze nie obowiązuje, ale nie ma informacji, kiedy taśma zostanie ściągnięta. Natychmiast powiadamiamy koordynatorkę, decyzja jest błyskawiczna, w środę rano z kolegą z Pro przestawiamy samochód.


Środa 6 rano. Jesteśmy na miejscu, chcemy przeparkować auto. Standardowo sprawdzamy jego stan. Bez zmian. Próbujemy odpalić, nie daje rady. Po pół godziny ruch się zwiększył, a wolne miejsca na parkingu zostały zajęte. Odchodzimy, wrócimy wieczorem.
Wieczór. Przyjechaliśmy we czwórkę. Znak dalej nie obowiązuje. Na szczęście. Baliśmy się, że jak przyjedziemy, to już go tu nie będzie. Mamy dwa samochody, próbujemy odpalić Lublina (marka samochodu stojącego pod szpitalem) przez podpięcie do akumulatora samochodu – nic z tego. Dzwonimy po taksówkę, jednak i ona nie dała rady odpalić. Zbliża się północ, nic już więcej nie wymyślimy. Czas się zbierać.
Czwartek wieczór, przyjeżdżamy z nowo zakupionym akumulatorem. Powoli udaje nam się odłączyć i wyciągnąć stary akumulator oraz włożyć i podłączyć nowy. Pierwsza próba. Samochód nie odpala. Jednak odgłos jest dobry, już wiemy że odpali, tyko trzeba dać mu trochę czasu. Odczekaliśmy chwilę i znowu próbujemy. Za trzecim razem odpalił. Dalej poszło sprawnie. Boża Opatrzność sprawiła, że zwolniło się najlepsze miejsce koło szpitala, a także miejsca obok, dzięki czemu nie mamy większych problemów z zaparkowaniem. Jedyne co już pozostaje, to podziękować Bogu za pomoc w naszej pracy. Kazał nam się trochę pomęczyć, ale ostatecznie udało się, a efektu lepszego nie mogliśmy sobie wymarzyć. Na koniec zostało nam, zgodnie ze znakiem, wysłać samochodowi buziaki i odjechać.

Zdjęcia Fundacja pro – prawo do życia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje