Z dziennika łucznika: Tych łez nigdy nie zapomnę…

Zauważyli Państwo, że generalnie nie informujemy o sprawach związanych z koronawirusem. Staramy się dawać nadzieję, wyciągać dobre rzeczy lub zwrócić uwagę na to, co najważniejsze. Ale tego, co dziś usłyszałem, nigdy nie zapomnę…

Przyszedłem do kaplicy na, być może, już ostatnią Mszę Świętą… Czy ostatnią w życiu? Nie wiem. Nie będę mówił, gdyż, choć jeszcze nigdy nie było tylu znaków na raz świadczących o końcu czasów, to nie mamy pewności, że to właśnie teraz wypełnią się biblijne proroctwa.

Jest ta pani, co zawsze. Niezmiernie aktywna, raz w jednej, raz w drugiej świątyni, do których uczęszczam. Jeszcze nie uklęknąłem przed Najświętszym Sakramentem, a ona wyciąga rękę, niczym paralityk i prorok, jakoby obraz ten złączył się w jedno. I woła drgającym głosem: ,,Co teraz będzie? Ostatnia Msza Święta”, po czym wykonuje szybki ruch bezradnie rozłożonych dłoni. Jeszcze nigdy nie widziałem jej w słabości, zawsze wydawała mi się silna. I nie bała się przychodzić do Pana, do świątyni, mimo, że lat ma niemało. Patrzy na mnie, ja odpowiadam tym samym, bolesnym spojrzeniem. Mówię: ,,Wiem”. Uklękam przed Panem Jezusem, a ona dopytuje, więc siadam obok na ławce: ,,Od kogo?”. Odpowiadam: ,,Z internetu”. Nie wiedząc, co właściwie powiedzieć, dodaję, że poinformowałem znajomych i przyjadą, również by się wyspowiadać. Wtedy lekko szarpniętą mową powiada: ,,Ja też chcę się wyspowiadać”. Zostawia torebkę i przesuwa się bliżej konfesjonału, by zaznaczyć, że jest w kolejce. Jest pierwsza. Ja wszedłem drugi, na długo przed Mszą Świętą, by skorzystać jeszcze z tego czasu, który nam pozostał… Który nam pozostał z Panem Jezusem.

Odbywa się Różaniec Święty, a jak jeszcze przed koronawirusem było kilka osób w dzień powszedni, tak przyszło kilkadziesiąt. Różaniec Święty, potem Najświętsza Ofiara. Kapłan pociesza wiernych, wyjątkowo głosząc kazanie: ,,Macie dziś łaskę, by przeżyć tę Mszę Świętą tak, jakbyście przeżywali ją ostatni raz”. Po Mszy Świętej zostałem dłużej na modlitwę i odmówiłem Litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa, by opieczętował tych, na których mi zależy i tych, których oddałem przez Intronizację, gdy wspólnie modliliśmy się w domu. Niby przy okazji, a wiedziałem, że Bóg dawał mi tę lekką atmosferę spotkań, by wykorzystać je na powierzenie ich dusz w niewolę Bożej Miłości.

Na modlitwie różańcowej załamywał mi się głos. Podczas Mszy Świętej płakałem, inni być może widzieli. Dobrze, że wśród nich było również kilku moich przyjaciół, prawdziwie wiernych, bo wiedzących, co i kiedy wybrać. Kogo wybrać.

I przez cały ten czas miałem w głowie ową płaczącą panią…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje