Brak miłości bliźnich, czy miłość do Boga. Jakub Baryła o swojej bezkompromisowości

Wiedzą Państwo, że znam osobiście Jakuba Baryłę i niejednokrotnie go broniłem. Kuba jednak wie, że choć może na mnie liczyć, równocześnie nie szczędzę mu czasem trudnych sugestii. Postanowiliśmy z Jakubem, że nie oszczędzimy mu i trudnych pytań. Oto wywiad z chłopcem, który rozgrzał sierpniowy front medialny w całej Polsce.

Biedny Kuba, ,,zmuszam” go do tak głębokich wywiadów. Ale, jak widać, jest też trochę szalony, godząc się na moje warunki...

Jeśli zatem, Czytelniku, nie masz mocnych nerwów i nie chcesz wysłuchać obydwu stron, mimo czasem naszych oryginalnych wypowiedzi, to nie czytaj tego wywiadu…. A jeśli przystajesz na te warunki, to serdecznie zapraszamy!

Norbert Polak: – Jakubie, jesteś młody, masz dopiero 15-lat i wielką wiarę. Czy jednak, jak mówią Twoi przeciwnicy, nie grzeszysz pychą, wypowiadając się na niektóre tematy? Czy nie jest tak, że 15-latek ,,po prostu nie może wiedzieć pewnych rzeczy”?

Jakub Baryła: – Bardzo często spotykam się z takim zarzutem. W moim przypadku jest tak, że zacząłem się interesować dość poważnymi sprawami w bardzo młodym wieku i dlatego mimo, że mam 15 lat, posiadam wiedzę dość obszerną. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, należy zdefiniować pychę. Jest to autowywyższenie, w tym wypadku musiałbym sądzić, że już wiem wszystko. Nie sądzę tak i nigdy nie sądziłem, przeciwnie – wiem ciągle za mało. Uważam jednak, że jeśli zadane mi jest pytanie, to odpowiadam na nie najlepiej, jak mogę i używam do tego całej swojej przydatnej wiedzy. Jeśli odpowiedź ponadto może przyczynić się do walki o dobrą sprawę – to moim obowiązkiem jest udzielić najlepszej i najobszerniejszej odpowiedzi! Tak było w przypadku JŚw. Franciszka P.P., który tolerował bałwochwalstwa i pokazy wątpliwe moralnie w kościołach. Nazwałem to po imieniu, gdyż znam w wystarczającym stopniu swoją Wiarę, by to potępić. Zostało mi to poczytane jako pycha, bo jak to „taki młody chłopak krytykuje papieża”? – to nie młody chłopak, tylko Pismo Święte w Starym Testamencie, a chłopak tylko o tym wiedział i przekazał to dalej. Przykłady są zazwyczaj tego typu. Nie jest tak, że wiek (poza tematami niemoralnymi) ogranicza naszą swobodę wypowiedzi – osoby takiego zdania niszczą talenty i zniechęcają młodych ludzi.

NP: – Nie ukrywam, że choć popieram Cię całym sercem, to niekiedy potrafisz powiedzieć coś zbyt radykalnie, zbyt ostro. Czy nie powinieneś czasem powstrzymywać niektórych swych sądów?

JB: – Jestem katolikiem. Jako zaś katolika obowiązuje mnie Prawo Boże, które mówi jasno: ,,a niechaj mowa wasza będzie: Jest, jest; Nie, nie. A co nad to więcéj jest, od złego jest”. Zatem świat jest czarny albo biały: dobry albo zły, warty zachowania albo warty potępienia. Trzeba mówić, jak Pan Bóg przykazał – jasno: tak, tak; nie, nie. Jeśli jestem o czymś przekonany, to nie mogę głosić tego mniej, albo w bardziej umiarkowanej formie, „bo inaczej komuś się to nie spodoba”. Nie ludzie i ich zadowolenie jest na pierwszym miejscu, ale Pan Bóg i dobro. To we współczesnym, humanistycznym i antropocentrycznym świecie jest trudne do przyjęcia. Jest wszakże prawdziwe.

NP: – Zadam Ci teraz pytanie, z którym nie zapoznawałem Cię przed wywiadem i które na pewno zaskoczy Ciebie i Czytelników. Otóż przyznaję, że choć generalnie jesteś konsekwentny, to nie zawsze – raz wyskakuje mi na laptopie Jakub Baryła w pięknym garniturze i symbolami, innym razem Jakub Baryła z dziwnymi tekstami, jak wątpliwe moralnie ,,essa” (pochodzi bowiem od celebryty, który opowiadał to w sposób wulgarny). I dalej: choć rozumiem też ,,ból elokucji”, jak mówiła moja promotorka, czyli, w Twoim przypadku to, że czasem Twoje formułki i kładzenie rąk podczas wywiadów wyglądają trochę bufoniasto, to z drugiej strony lubisz często robić sobie ,,sweet focie” i, choć chcesz zostać kapłanem, prezentujesz się trochę, jakbyś chciał mieć dziewczynę. Jak byś odpowiedział na te wątpliwości? Czy jesteś w stanie stwierdzić, ze spokojnym sumieniem, że jednak jesteś konsekwentny, a te rzeczy da się prosto wytłumaczyć?

JB: – Odpowiedź na to jest bardzo prosta, choć złożona. Mój bardzo dobry znajomy powiedział mi kiedyś słowa, które zapadły mi w pamięć: „kulturalny człowiek zawsze potrafi dostosować swoje zachowanie do ludzi, z którymi obcuje”. Jeśli jest to w granicach moralności, jest to pożądane i ja tak czynię. Co do słowa „essa”, Czytelnicy mogą teraz pomyśleć, że jestem hipokrytą. Nie jest to słowo wulgarne (zostało nawet zgłoszone na młodzieżowe słowo roku 2018 Polskiego Wydawnictwa Naukowego), zostało jednak wprowadzone przy niemoralnej okazji. Nie jest to jednak powód, by to słowo odrzucać! Dla porównania ukochane przez płeć naszą słowo „kobieta” pochodzi według językoznawcy, Aleksandra Brücknera od słowa „kob”, czyli „chlew” i było pierwotnie wulgarne. Nie odrzuciliśmy go, nadaliśmy temu słowu nowy, piękny wydźwięk! Co zaś się tyczy mojej gestykulacji i zachowań: bardzo dużą wagę przypisuję kulturze osobistej, choć sam niekiedy mam z nią problem, z czym staram się walczyć. Jestem – można powiedzieć – przedwojenny! To nie jest chęć wywyższenia się, tylko zachowania odpowiedniego, do okazji, element savoir vivre.

NP: – No cóż, co do ,,essa” i ,,kobieta” się nie zgodzę, np. pięknie brzmi ,,niewiasta” i ma właściwe, biblijne znaczenia, a i z doświadczenia wiem, wraz z pewnym moim kolegą, że płeć piękna lubi tak być nazywana. Ale przejdźmy może dalej…

JB: – Ja używam słów moralnie dopuszczalnych. „Essa” jest słowem bez definicji, którego znaczenie jest zależne od kontekstu. Co do kobiety, takie są fakty wskazane przez badaczy języka polskiego. To są suche fakty, nie ma tu pola do zgody lub niezgody.

NP: – Mówiłeś mi kiedyś, że zależy Ci na rozpowszechnianiu sławy Świętego Andrzeja Boboli. Kim był ten Święty, kim jest dla Ciebie i czemu warto się do niego zwracać?

JB: – Święty Andrzej Bobola to święty dosłownie idealny na nasze czasy! Wraz ze św. Michałem Archaniołem, św. Benedyktem, św. Jakubem Starszym, św. Piusem V, św. Piusem X, św. Faustyną Kowalską i św. dziećmi z Fatimy stanowi on kanon świętych na nasze czasy! Trudno opisać krótko tak wspaniałą postać, toteż zachęcam Szanownych Państwa do poznawania życia tego bohatera Matki Kościoła Świętego i Narodu! Nie tylko odmienił on swe życie, walcząc z wewnętrznymi namiętnościami, ale także nawracał schizmatyków wschodnich, za co Kozacy brutalnie doprowadzili do jego męczeńskiej śmierci. Bito go przywiązanego do płotu nahajami, aby wyrzekł się swej świętej Katolickiej Wiary, czego nie uczynił. Uczynili mu koronę na wzór Chrystusowej i policzkowali, aż wybili mu zęby. Obdzierali mu rękę ze skóry i wyrywali paznokcie. Przywiązali wreszcie do koni i kazali biec do innej miejscowości, gdzie w rzeźni przypalano go ogniem, wycięto do kości tonsurę, skórę wycięto mu w kształcie ornatu, a rany posypano sieczką. Obcięto nos, uszy oraz wargi. Gdy wzywał Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Matkę Najświętszą, zrobiono mu w karku dziurę i wyrwano język. Wiele jeszcze tortur sprawili mu Kozacy ,,prawo”sławni. Powieszono go do góry nogami, gdzie konał dwie godziny. Do końca bezkompromisowo bronił swej Wiary i nauczał swych katów o tym, że zbłądzili i powinni powrócić do Jedynego Kościoła Chrystusa – Kościoła Katolickiego, poza którym nie ma Zbawienia. Sam po śmierci upomniał się o swój kult, pomógł odnaleźć własne ciało, które m.in. komuniści chcieli zniszczyć, co im się nie udało, więc całkiem nagie wystawili w muzeum jako osobliwość, gdyż nie ulegało rozkładowi. Ten wspaniały święty jednak sprawił, że w Moskwie, w stolicy czerwonej zarazy komunistycznej, w sercu ateizmu narodził się ogromny, niewyobrażalny kult. Nawet i zwiedzający muzeum ,,prawo”sławni zaczęli otaczać tego kapłana kultem. Masa ludzi przetoczyła się klękając przez muzeum dla uczczenia św. Andrzeja Boboli! Wreszcie jego duch sam przypomniał o sobie x. plebanowi jego rodzinnej parafii i sam prosił o rozpowszechnienie swojego kultu. Jest patronem naszej Ojczyzny. Ja odnajduję w nim często siebie i swoje zachowania. Miałem obrać na Bierzmowanie imię Klemens, którego nawet zacząłem używać, jednak Pan Bóg chciał inaczej, ten święty będzie – daj Panie Boże – moim patronem! Czcijmy św. Andrzeja Bobolę nieustannie codziennym wspomnieniem w modlitwach!

NP: – Teraz wróćmy do ,,wywiadu penetrującego”. Jak toczy się Twoja sprawa w sądzie? Przydzielili Ci w końcu prokuratora, czy jak to się skończyło-nie skończyło?

JB: – Odbyła się rozprawa, w której przydzielono mi kuratora-reprezentanta na rozprawie właściwej, o przyznanie mojej Rodzinie kuratora na stałe. Sam fakt jej odbycia się zależeć będzie od decyzji tegoż kuratora-reprezentanta. Ufam, że kuratora mieć nie będę.

NP: – I my Ci tego życzymy. Wielkie Bóg zapłać za wywiad! Czy chciałbyś może powiedzieć jakieś słowo na koniec lub pozdrowienia?

JB: – Bardzo dziękuję za wywiad, dziękuję Czytelnikom za zainteresowanie! Pozdrawiam wspaniałych kapłanów Tradycji, a zarazem moich dobroczyńców: Przewielebnego Monsiniora Aleksandra Pasternakiewicza, Wielebnego księdza Adama Ryńskiego, mojego serdecznego kapłana-orędownika i kapłana-przyjaciela oraz obrońcę normalności i Cywilizacji Chrześcijańskiej – Przewielebnego księdza Przemysława Brandt. Szczęść Boże!

One thought on “Brak miłości bliźnich, czy miłość do Boga. Jakub Baryła o swojej bezkompromisowości

  1. Ciekawy wywiad i ujawnia proces istotnych zmian postawy w zależności od wieku. Niektórzy pozostają dość długo w wieku młodzieńczym, który cechuje się zbytnią ufnością wobec tzw. „wiedzy”, czyli informacji, „suchych faktów”. Suche fakty może i są, ale one są dostępne dokładnie tylko temu, kto Stwarza je własnym Poznaniem, czyli Bogu. My zaś – jak to świetnie ujął św. Paweł w bardzo skondensowanym i wg najwybitniejszym traktacie filozoficznym znanym jako „Hymn o Miłości” – my „po części bowiem tylko poznajemy”, „niejasno”, „jakby w zwierciadle”, dopiero kiedyś ujrzymy „twarzą w twarz”, „tak, jak sami zostaliśmy poznani” pozwolę sobie na zamieszczenie linku do kontynuacji tego wywodu: https://www.youtube.com/watch?v=q7SJJhFwRK0 TYmczasem wrócę do zbytniej ufności Informacji, która często przejawia się w swoistej „infolatrii”. Efekciarsko brzmiących terminów, dat,
    nazwisk i zaskakujących newsów w informacyjnym szumie współczesności jest tak dużo, że nikt z nas nie jest w stanie ich zweryfikować. Panoszy się wobec tego bezrefleksyjny kult rzekomo możliwych do zaakceptowania przez wyznawców różnych
    przekonań „neutralnych światopoglądowo” „faktów” i „nauki”. Trzeba nam raczej informacyjnej ascezy, poznawczej pokory i właściwych METOD myślenia testowanych na prostych, codziennych przykładach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje