Ludzie gadają, że ,,stare babcie nie rozumiały Mszy trydenckiej” i ,,ona nie ma sensu”

Powstało wiele mitów o Mszy Świętej tradycyjnej. Smutne jest to, że nie wszyscy Ją akceptują, bo mówią, że nie rozumieją, ale już przykre jest, gdy ludzie rozpowszechniają sobie nawzajem, swoim znajomym mity na Jej temat.

Zastanawia mnie czasem, skąd ludzie biorą takie dane, że ludzie kilkadziesiąt lat temu, jak jeszcze trwała powszechnie Najświętsza Ofiara w klasycznym/tradycyjnym rycie rzymskim (nie żadna ,,trydencka” czy ,,po łacinie”, bowiem to błędne nazwy), nie rozumieli nic z tej Mszy Świętej. I, uwaga, teraz niemal zacytuję opinie, której o niej słyszałem (choć od kilku lat jest z tym lepiej, zwłaszcza od ,,Summorum Pontificum” Benedykta XVI i wraz z wpływem nowego pokolenia kapłanów, nie wnikniętych tak świadomie w ten spór – słyszę zatem częściej bardziej znormalizowane, a nie oskarżające zdania w kierunku tej liturgii). Wymieniając je, proszę, by ktoś nie uznał, że innych atakuję za całość i chcę tworzyć podział – nie mogę po prostu nie opisać pewnego patologicznego podejścia, które w tej sprawie się czasem pojawia, mimo, że obydwa ryty Mszy Świętej są formalnie na równi (i nie ma tu podważania decyzji następcy Świętego Piotra, który wydał ów zrównujący dekret, na marginesie – Jan Paweł też do tego się przyczynił, choć nie aż na taką skalę, ale o tym nie dziś, bo ten nawias zaczyna bić wszystkie rekordy długości).

Była po łacinie, kapłan odwrócony tyłem do ludu i wszystko takie wyniosłe… – mawiają. Ale kto mawia? Spotykam się tutaj z trzema źródłami: niektórzy kapłani obrażeni na to, że ona ponoć nie pozwala być blisko ludzi, a nie do ludzi oraz denerwujący ich fakt, co wierni, którzy chodzą na taką liturgię, mają w głowie (podaję tu niemal cytaty); część teologów i niektórzy hierarchowie, którzy opowiadają niestworzone o niej rzeczy i snują jakieś własne wizje ,,wielkiej wolności” oraz podający przykłady jakichś pojedynczych, a nieraz i zniekształconych baśni o tym, co to starsi odpowiadali na pytania dotyczące wiary (to nawet skłaniało niepostrzeżenie do tworzenia takiego obrazu starej liturgii, jakoby wręcz była pogańską, bo ludzie mieliby rozumować po zwierzęcemu, niczym niczego nieświadome baranki); wierni, zwłaszcza zaangażowani w działalność grup powstałych po Soborze Watykańskim II (żeby była jasność – nie twierdzę, że z automatu grupy te są przez ten fakt złe, chodzi mi tylko o zauważenie, że ten fakt graniczny pod tym względem również należy uwzględnić w rozważaniach), którzy powtarzają pewne baśnie wytworzone przez część teologów i rzucają tylko jakimś jednym, niby błyskotliwym i słusznym zarzutem, a na temat całej tej liturgii w ich głowach powstaje obraz jakiejś ciemnej piwnicy z pojedynczymi świeczkami, a w powietrzu takiego miejsca jakoby jakiś dym umysły nużący się unosił i oczywiście owi wierni również poszukują ,,wyzwalającej drogi do spotkania człowieka z Bogiem”. Do tego wszystkiego należy dodać, że wszyscy narzekają na to, że ona jest taka długa (że ponoć trwa nawet dwie godziny – sic!) i że jest ponoć nudna (jak ktoś nie chcę się w nią wgłębić i myśli o starych babuszkach), choć… A o tym w następnym akapicie.

A teraz wyjaśnienie, czemu tak nie jest, jak głoszą przywołane przeze mnie opinie wyżej. Po pierwsze – Mszę Świętą w tym rycie ustanowił nawet nie Sobór Trydencki, on ją tylko zreformował, (atoli nie zmienił!), ale… Kościół od zawsze. Poprzez wieki po prostu się rozwijała. Pierwszy raz w historii mamy dwa ryty rzymskie, wcześniej tak nie było. Po drugie – wierni mają dostęp do mszalików rzymskich (sam takim dysponuję) i do tekstów stałych lub na dany dzień. Każdy może go sobie kupić, a nawet pożyczyć. Tam jest wszystko opisane i wytłumaczone (nawet gesty) i to w sposób paralelny (co dzieje się w Niebie, a co dzieje się na Ziemi). Oczywiście, każda Najświętsza Ofiara to zjawisko, które za każdym razem jest inne z różnych powodów (tu też, pozwolą Państwo, nie będę się rozpisywał). Po trzecie – różne są sposoby przeżywania Mszy Świętej w tradycyjnym rycie – jedni tylko słuchają, inni teksty stałe czytają (części Mszy Świętej, czyli co się na niej dzieje), inni teksty dopasowane do liturgii na dany dzień (wspomnienia, Święta, Uroczystości itp.), inni nawet odmawiają Różaniec Święty i kontemplują Mękę Chrystusa zawartą w Najświętszej Ofierze i w Różańcu Świętym (wiem, że słowo ,,zawartą”, może nie do końca oddaje, co mam na myśli, ale nie jestem też teologiem, więc tu mi się ciężko precyzyjnie się wyrażać). Po czwarte – nie jest nudna, tylko wymaga więcej skupienia i wtedy można odkryć fascynujące prawdy naszej wiary, fascynujące i genialne połączenia między poszczególnymi symbolami, tekstami, gestami. Poza tym, ma przepiękny chór, nawet z udziałem samych wiernych. Po piąte – jest patetyczna, bowiem kieruje lud Boży ku uwielbieniu Boga i rozważa Jego Dobroć bardziej od Jego strony (nie twierdzę przez to, że nowy ryt przez to jest gorszy, tylko że jest nieco inne akcentowanie – zresztą znowu musiałbym się rozpisać, gdybym chciał porównywać obydwa ryty – tak, autor chyba zaczyna cierpieć na ADHD, skoro ciągle urywa wątki i mówi, że przeskoczy jak znikający Indianin na tyczce na drugą stronę wąwozu). Po szóste – to jest bardzo krzywdzące twierdzić, że skoro nie jest po polsku (choć to też nie do końca prawda – zależy, która część Mszy Świętej), nie wszyscy mogą czytać i kapłan jest odwrócony tyłem, to ludzie nic z tego nie rozumieją, a jeszcze dopisywać do tego obraz nietolerancyjnej babci i ultrakonserwatywnego kapłana ,,straszącego piekłem” i to z wyniosłej ambony. A dlaczego? A dlatego, że, po siódme – należy pogłębiać rozumienie Mszy Świętej, ale Najświętszą Ofiarę w tym rycie można tylko pokochać, przychodząc na Nią, a nie opowiadając nie stworzone baśnie sobie i innym. Tym, którzy pierwszy raz przychodzą na tradycyjną liturgię, zaleca się nawet nie czytać, lecz się wsłuchać i ,,wwidzieć”, by poczuć ,,to coś”, czym przepięknie emanuje Najświętsza Ofiara w tradycyjnym rycie… Tę liturgię trzeba po prostu poczuć, ,,wstukać się” w jej rytm. I po ósme – wbrew obiegowym opiniom, na Msze Święte w klasycznym rycie przychodzi wielu młodych, najczęściej stanowiąc większość Jej uczestników. I, co ważniejsze, coraz więcej osób na Nią przychodzi, w tym i coraz więcej młodych (i wcale nie ,,uciekają” z innych parafii na złość proboszczowi, jakby niektórzy chcieli to widzieć – poza tym, może czas zaoferować młodym taką Mszę Świętą raz w tygodniu przynajmniej również w swojej parafii – każdy może się jej nauczyć, a zawsze pomocą służą Fundacja Świętego Grzegorza Wielkiego, która takiemu kapłanowi pomoże w sposób kompleksowy czy warsztaty ,,Ars celebrandi w Licheniu” chyba co Roku Pańskiego się odbywające czy inni kapłani, którzy chętnie odprawią tradycyjną liturgię na zaproszenie lub na prośbę skierowaną do biskupa od parafii i od biskupa do wskazanego np. bractwa, jak choćby Bractwa Kapłańskiego Świętego Piotra, które cieszy się nawet, i to najnowszymi, powołaniami.

A kto by mi nie wierzył, to zapraszam go serdecznie do kontaktu – możemy pójść razem w niedzielę do kościoła Świętego Krzyża (obok Teatru Słowackiego, obok Dworca Centralnego) w Królewskim Mieście Krakowie, gdzie o 10:30 odbywa się Najświętsza Ofiara w klasycznym rycie rzymskim. Chętnych zapraszam do kontaktu przez zakładkę ,,Redakcja” (tak, na tym pasku, co może jeszcze denerwująco lata, ale wręcz ,,za chwilkę” mamy go nadzieję naprawić). Salve Regina!

One thought on “Ludzie gadają, że ,,stare babcie nie rozumiały Mszy trydenckiej” i ,,ona nie ma sensu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje