Ludzie innych religii i wyznań to ,,bracia”, ale inni Katolicy to ,,heretycy”…

Na czym ma polegać miłość bliźniego? Czy ktoś pamięta jeszcze o miłości Boga? Czy ktoś pamięta, że mamy także Matkę Bożą, Aniołów i Świętych oraz dusze czyśćcowe? Na czym polega ekumenizm? W Kościele mamy kilka grup i różne podejście do innych osób.

Najpierw podzielę się moim podziałem na grupy, jakie rozróżniam w Kościele. Są to (przedstawię w kolejności, w jakiej wydaje mi się, że występują pod względem liczebności): soborowcy, charyzmatycy, tradycjonaliści i mistycy wraz z wierzącymi mistykom, czyli łącznie 4 grupy.

Teraz, po co dokonuję tego podziału? Czy po to, by doprowadzić do rozbijania Kościoła? Nie, przeciwnie, ktoś mógłby to nawet uznać za bogactwo Kościoła! Czy jest to bogactwem czy brakiem jedności – trudno mi ocenić. Przedstawiam ten podział po to, abyśmy byli świadomi, na jakie akcenty Katolicy duchowni i świeccy zwracają uwagę, jak są uformowani. Jeśli chodzi o moją ocenę, to Katolik powinien czerpać ze wszystkich tych grup, a zarazem z żadnej. Co to znaczy? To znaczy, by nie kierował się ludzkimi, błędnymi naukami, które deformują to, co przekazał nam Chrystus. Niech kieruje się przeto wolą Bożą, poszanowaniem Tradycji, wrażliwością duszpasterską lub ewangelizacyjną i postawą odpowiedzi na dary i wyzwania podawane przez Ducha Świętego.

Nie czynię także podziału ze względu na obrządki (np. rzymski, greckokatolicki czy koptyjski), gdyż chodzi mi nie o obrządek, ale o podejście. Oczywiście, obrządki też w pewnym stopniu na to wpływają, ale jak wiele innych czynników.

Chciałbym teraz wyjaśnić pokrótce, czym charakteryzuje się każda z wymienionych przeze mnie grup. Soborowcy to ci, którzy wykazują się wrażliwością duszpasterską, zależy im na jedności i posłuszeństwie wobec przełożonych i w dużej mierze czerpią z Soboru Watykańskiego II. Charyzmatycy to ci, którzy chcą oprzeć się na Duchu Świętym i miłości bliźniego, nieraz jednocząc się z protestantami, ważne są dla nich także emocje, jakie przeżywają. Do tej grupy należą też oazy, aczkolwiek część z nich można zakwalifikować do soborowców. Tradycjonaliści uczęszczają z kolei na tradycyjną liturgię, czyli w klasycznym rycie rzymskim (tzw. ,,po łacinie” czy ,,Trydencką”). Odwołują się do Tradycji Kościoła i nie popierają żadnych zmian, które można uznać za postępowe w stosunku do nauczania Kościoła. Przy czym sedewakantystów nie zaliczam do tradycjonalistów, nie dlatego, że krytykuję ich słuszne przywiązanie do tego, na czym opierała się przez wieki potęga majestatu Kościoła, czyli do Tradycji, ale ze względu na sporą wątpliwość przy ich radykalnych stwierdzeniach o nieważności wyborów na Tron Piotrowy po śmierci papieża Piusa XII. Jeśli chodzi o osoby, które uczęszczają na ryt dominikański, to raczej też zaliczyłbym ich do soborowców, nie do tradycjonalistów, ze względu na to, że formacja Dominikanów, z tego, co mi przynamniej się wydaje, nie cechuje się jakimś specjalnie tradycyjnym nakierunkowaniem (nie, że przeciw Kościołowi, tylko chodzi mi o to, że jedni bardziej idą za przesłaniem Soboru Watykańskiego II, inni za tym, co było wcześniej – Dominikanie raczej należą do tych pierwszych). I mamy ostatnią grupę, czyli mistyków i wierzących mistykom – tutaj chyba nie muszę niczego dodawać, poza tym, że ta grupa kieruje się w stronę jednej z innych grup, w zależności od Orędzi/orędzi (prawdziwych/fałszywych lub mieszanych – tak, to ważne rozróżnienie, a przy rozeznawaniu prawdziwości Objawień wielu popełnia błąd, nie uwzględniając złożoności tego zjawiska – ale o tym nie teraz, bo bym musiał się rozpisać). Jest ona jednak na tyle charakterystyczna i korzystająca z tylu różnych określonych wskazań, że wyodrębniłem ją jako grupę czwartą.

A teraz, po tym długim wstępie, które prawdopodobnie będzie nieproporcjonalnie większy, niż pozostałe części, mające być, zgodnie z zasadami kompozycji tekstu, większymi, przechodzę do tytułowego problemu.

I najpierw jeszcze ostatnia definicja. Co to jest ekumenizm? Dzieli się na prawdziwy i fałszywy. Tak, może być prawdziwy i tak, może być fałszywy. Prawdziwy to ten, który polega na dialogowaniu dla nawracania, a fałszywy to ten, który polega na dialogowaniu dla dialogowania. Czyli? Czyli prawdziwy ma na celu przekazanie bliźniemu prawdy o Jedynej Prawdzie, Jezusie Chrystusie dokonującym Odkupienia człowieka tylko w Świętym Apostolskim Kościele Katolickim. Drugi zaś, czyli fałszywy, występujący dziś zdecydowanie częściej od pierwszego, prowadzi, niestety, do synkretyzmu, czyli łączenia przez człowieka nauk z różnych religii i tworzenia z tego jednej całości. To zdecydowane nadużycie wobec słów Świętego Jana Pawła II, który choć mówił, że po innych religiach występują odblaski prawdy, że mają w sobie ziarna prawdy, to nie znaczy, że jest tam Zbawienie. Czemu? Albowiem Zbawienie nie może dokonać się bez swoistej pieczątki, jaką są Sakramenty Święte udzielane przez kapłanów namaszczonych z woli Jezusa Chrystusa przez następców Świętego Piotra i biskupów. Reszta, czyli niewierzący i ci, którzy są Katolikami, ale tylko na papierku (choć oczywiście posiadają niezatarte już na wieki znamię Chrztu Świętego), może się dostać co najwyżej do Czyśćca (tu też można by więcej napisać, by nie brzmiało to aż tak srogo, mimo, że ta nauka jest prawdziwa, lecz nie chcę się znowu rozpisywać na łamach tylko jednego artykułu, który dotyczy innych aspektów).

I tu dochodzimy do rozwiązania tytułowego problemu. Pytam się bowiem: Czemu jest tak, że katoliccy duchowni i świeccy chętniej ,,bratają się” z żydami, z muzułmanami, buddystami, hindusami, animistami, poganami po prostu, a także z innymi wyznaniami chrześcijańskimi, lecz między Katolikami tworzą nie opisowe, jak ja wyżej, ale realne podziały? Czemu charyzmatycy nie znoszą tradycjonalistów, a tradycjonaliści charyzmatyków? Bowiem niby z zasady nie da się połączyć otwartości na wskazówki Ducha Świętego z umiłowaniem Świętej Tradycji? To zapytuję: czyż Tradycję nie tworzył Duch Święty przy współpracy z człowiekiem? Albo czemuż to tak pochopnie soborowcy oskarżają tradycjonalistów i mistyków i im wierzących o nieposłuszeństwo hierarchii, a ci ostatni oskarżają pozostałych o nieposłuszeństwo woli Nieba? I można by tak wymieniać. Boli to jednak ogromnie, że w rodzinie najbardziej zażyłej, jaką stanowimy jako Katolicy, atakujemy się wzajemnie, miast zauważyć, że jednak jesteśmy najbliżej fundamentu Prawdy. Zastanówmy się, czy Panu Jezusowi to by się podobało i czy nie stajemy nieraz w Jego roli, myśląc, że mówimy w odpowiedniej sytuacji ,,Idź za mną, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie rozumiesz, co jest Bożego, ale co jest ludzkiego” (Mt, 16, 23, Biblia Wujka AD 1962) i nie dostrzegamy, że słowy swego jakże gorliwego ucznia, którego sam nawrócił, czyli Świętego Pawła, Chrystus mówi również: ,,Kto by zaś rzekł bratu swemu: głupcze, będzie winien ognia piekielnego” (Mt, 5, 22, Biblia Wujka z AD 1962). Upominajmy, owszem, ale czyńmy to na zasadzie, którą żyła śp. Leokadia Wójcik: ,,z miłości, w miłości i ku miłości”.

I na koniec, aby miłość nasza była pełna, pamiętajmy, że nic nie dasz bliźniemu, jeśli nie otrzymasz od Boga. Przeto miłujmy Boga, byśmy nauczyli się miłować bliźniego. Najlepiej w miłości zaś Przenajświętszej Trójcy i do ludzi prowadzi Matka Boża – najdoskonalsza Służebnica i Matka Boga i ludzi. Aby zaś podróż w gronie jeszcze weselszym odbyć i mieć skutecznego pośrednika na Dworze Niebieskim, zwracajmy się do Aniołów Pańskich, wszystkich Ich Chórów, do naszych Aniołów Stróżów i do Świętych, którzy poprzedzili nas swoim ofiarnym życiem w drodze do Nieba. Pamiętajmy także o duszach czyśćcowych, które potrzebują wiele naszej modlitwy, by ulżyć im w cierpieniu, ale, o czym sam autor powyższego artykułu zapewnia, równie wiele dają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
W celu uniemożliwiania jej wykorzystywania tych danych wyłącz pliki cookies w opcjach swojej przeglądarki internetowej
Akceptuje